Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
piątek, 30 września 2005

Przyszło przeprosić się ze śpiworem. Letnia piżama składająca się m.in z krótkich spodenek i T-shirta to za mało. Stopy zmarzły mi przeraźliwie. Wróciłem więc do sprawdzonego sposobu z zimy. Wsuwam się do śpiwora dolną połową ciała i tak mogę siedzieć przy biurku nawet i pół nocy, a najtęższe mrozy nie będą mi straszne. Gorzej gdy trzeba zrobić kolejną kawę. Mam do wyboru: albo urządzić coś w rodzaju biegu w workach, albo wystawić się na chłód. Z lenistwa wybrałbym bieg w worku, ale trochę żal mi śpiwora. Po kilku takich przemarszach tam i z powrotem wyglądałby jak ścierka do podłogi.

Straciłem dziś dwadzieścia złotych oraz trzy godziny. Najpierw szukałem pubu z telewizorem transmitującym mecz Groclin – Lens. Mój bowiem nie odbierał bowiem potrzebnej stacji. Znalazłem w końcu, więc zamiast zjeść kolację w domu, skonsumowałem ją przy barze. Podczas pierwszej połowy meczu. W trakcie drugiej miałem zamiar oddać się szaleństwu deserowemu z kawą, ale przy stanie 0:2 odpuściłem sobie, dzięki czemu ów wypad do pubu okazał się jedynie częsciowo chybioną inwestycją. Udało mi się zaoszczędzić fundusze przeznaczone na dalszą część meczu, a na dodatek zaoszczędzić resztę czasu, dzięki czemu mogłem od początku obejrzeć mecz Wisła – Victoria. Sprawozdawcy sportowi podpierani oświadczeniami zawodników przekonywali, że jest szansa na odrobienie wyniku 0:3 z pierwszego meczu. Czekałem cierpliwie dwie godziny i Wisła nie tylko nic nie nadrobiła, ale wręcz pogrążyła się zupełnie przegrywając 0:1. Szkoda mi zwłaszcza tych trzech godzin. Ileż pożytecznych rzeczy mozna byloby zrobić. Już nie mówię o sprzątaniu mieszkania, ale na przykład do kina mogłem pójść. Coś mi się jednak wydaje, że tylko siatkarki powinienem w akcji oglądać. Przyjemność i dla ducha i zwyczajnie dla oka. No i klątwa nie działa J

Podczas meczu Groclinu z Lens przypomnieli sobie o mnie moi bossowie. Zapewne nie oglądali w Norwegii tej transmisji, mimo, że nadawana była przez Eurosport. Bossowie wywrócili do góry nogami cały mój plan pracy, łącznie z długo planowaną podmianą załogi na feralnym statku. Na koniec powiedzieli, że w zasadzie większość może zostać po staremu, ale powinienem ich do tego przekonać. He he, trzeba będzie podjąć to ryzyko. I dać na mszę, żeby wyszło na moje.

No to pora kończyć, bo północ minęła, a czeka mnie ciężki poranek.

Gdynia, 29.09.2005

 

00:20, searover
Link Komentarze (5) »
środa, 28 września 2005

Spać, spać, spać! Pięć prezentacji w dwa dni. Prezentacji wykonanych „przy okazji”, pomiędzy jedna praca a drugą. Wczorajszy maraton skończyłem po drugiej w nocy. Upiekłem za to dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zrobiłem dobrze współpracownikom, a sam pod tym samym tematem załatwiłem sprawę raportów. Grunt to znaleźć własciwy temat J Tyle tylko, że dzisiejszy wieczór można uznać za stracony. Zasypiam przy biurku.

Napiszę więc tylko, że fajnie iść spać gdy za oknem o parapety bebni deszcz. Jescze fajniej by było spać do dziewiątej albo dziesiątej. Jutro chyba wreszcie bedzie normalny (nie zajęty i nie senny) wieczór, a pojutrze wsiąde w samochód i ruszę w podróż do Szczecina.

Gdynia, 28.09.2005

23:19, searover
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 września 2005

„Idź złoto do złota”, „PiS rządzi”, to najczęstsze tytuły dzisiejszych gazet. Nie ukrywam, że milszy mi ten pierwszy. Ale przecież nie jest mi obojętny wynik innej ważnej rozgrywki. Włączyłem rano ”Trójkę”, a tam jeden ze słuchaczy strofuje zwycięzców, żeby nie popadali w euforię, bo nie poparało ich 27% społeczeństwa, lecz zaledwie 27% wyborców, których poszło do urn około 40%.

No i co z tego? Takie sa reguly demokracji. To tak jakby „Złotkom” zarzucono, ze co prawda zdobyły tytuł mistrzowski, ale przeciez nie grały ze wszystkimi reprezentacjami Europy.

Reguły demokracji są równie proste jak reguły gry w siatkówkę. Wszyscy wiedzieli, że wygra ten, na kogo zagłosuje większość głosujących a nie społeczeństwa. I nie ma co teraz zawracać kijem Wisły. Trzeba było iść i głosować, a nie marudzić po fakcie.

Zwycięstwo partii braci Kaczyńskich cieszy mnie tak, jak cieszyłaby mnie wygrana Rosjanek z naszymi siatkarkami w półfinale. Moje sympatie polityczne lokuja się gdzie indziej. Lecz na Boga! Reguły były jasne i jednakowe dla wszystkich. Dziś wygrał ten, którego nie darzę sympatią, lecz życzę mu sukcesów, bo jeśli on odniesie sukces, to i mi prawdopodobnie żyć się będzie lepiej. Wolałbym za kilkadziesiąt miesięcy uznać, że się wczoraj przy urnie pomyliłem, niż poznać smak pyrrusowego zwycięstwa, gdyby kolejny rząd miał odchodzić w niesławie pozostawiając kraj w większej zapaści.

Ilekroć nastaje nowy rząd, marzy mi się atmosfera współpracy. Nie przyzwolenia na wszystko, lecz też nie sabotowania każdego posunięcia rządu tylko dlatego, ze reprezentuje inną opcję polityczną. Gdyby tak politycy dobro kraju postawili ponad własne ambicje? Wiem, wiem, ze to niemozliwe, ale jednak miło pomarzyć.

Gdynia, 26.09.2005

00:23, searover
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 września 2005

Cóż za piękny wieczór! Klątwa pękła albo nie dotyczy damskiej siatkówki. Warto było wstrzymać się z wyjazdem. Łatwość, z jaką nasze dziewczyny radziły sobie z mistrzyniami świata, Włoszkami, robiła ogromne wrażenie. A potem już same wzruszające chwile – radość, medale, Mazurek Dąbrowkiego...

  

Jakże odmienna jest w naszym kraju sytuacja męskiej i żeńskiej siatkówki. Ta pierwsza pełan oczekiwań, hołubiona, sponsorowana i genetycznie chyba zdeformowana permanentnym rozczarowaniem. Kobiety zaś zawsze znajdowały się w tle, niedoinwestowane, wzięte na garnuszek „Plusa” dla przyzwoitosci, po niespodziewanym sukcesie dwa lata temu. Ponieważ ów sukces wbrew wszelkim przeciwnościom mógł byc uważany za „wypadek przy pracy”, tym razem znów mało kto na niego liczył. Tym bardziej, ze nawet trener mówił, że kadrę ma przygotowaną na 85% mozliwości. I ta kadra znów pokazała swój charakter, dostarczając przy okazji tylu radości.

Było coś symbolicznego w ich sukcesie. Kiedy były juz bardzo blisko złotych medali, agencje podały pierwsze szacunki wyników wyborów parlamentarnych. Tu piękno czystej walki, respekt rywalek przed biało-czerwonymi barwami i powszechna sympatia wobec głównych aktorek widowiska. Tam bagno i pomyje, pyskówki, prokuratorzy, oszustwa, krętactwa, równie wzniosłe co puste deklaracje o służbie narodowi oraz powszechna pogarda dla przeciwników.

Oddałem swoje głosy juz rano i gdyby nie mecz siatkarek, słuchałbym w samochodzie studia wyborczego. Cieszę się, że ten wieczór miał inny, nie polityczny wymiar. Dzięki Wam, Złotka, za oddech od polityki i za umocnienie dumy, że jestesmy Polakami. I dzięki za piękny, sportowy spektakl ostatniego tygodnia.

Fajnie jechało mi się „na fali”. Nie męczyła mnie senność, drogi były puste i suche więc po nieco ponad czterech godzinach dojechałem na miejsce.

Gdynia, 26.09.2005

 

02:35, searover
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2005

Już nieraz pisałem na blogu o dziwnej korelacji pomiedzy oglądaniem przeze mnie transmisji sportowych z udziałem naszych reprezentantów a osiąganymi przez nich wynikami. Krótko mówiąc, kiedy włączam telewizor, zazwyczaj nawet pewniacy zawodzą.

Wyjątkiem były nasze „Złotka” dwa lata temu, których każdy mecz oglądałem. W tym roku z powodu pobytu w Brazylii wyniki rozgrywek sledziłem jedynie przez internet. I miałem dzisiaj poważny dylemat, czy narażać nasze siatkarki na ryzyko utraty szans na złoty medal zasiadając przed telewizorem. Racjonalizm jednak zwyciężył i usiadłem w fotelu. Kawa, ciasto i pełna koncentracja jakbym to co najmniej  ja grał na boisku.

Pierwsze dwa sety poszły gładko. I w trzecim tez wszystko było na dobrej drodze. Tak dobrej, że do pełni szczęścia i pokonania Rosjanek 3:0 brakowało już tylko jednej piłki. Jak można przegrać tak ważnego seta prowadząc 24:21? Można jak widać zrobić różne rzeczy, taką też. Nasze urocze siatkarki przegrały 25:27. W mojej głowie zapaliło się ostrzegawcze światełko. Kto nie wygrywa meczu 3:0, ten przegrywa go 2:3. To niemalże reguła.

No i zaczęło się. Rosjanki się rozpędziły, a „nasze” grały z minuty na minutę gorzej i wkrótce stały się jedynie tłem dla rywalek. Set bez historii. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Z 2:0 zrobiło się 2:2, lecz z tą niewesoła róznicą, że to przeciwniczki w decydującym momencie miały wiatr w żagle. Byłem wściekły na siebie, że zaufałem racjonalizmowi.

Ostatni set. Set prawdy, do 15 punktów. Czy nasze zdołają się jeszcze podnieść? Trwa wymiana punkt za punkt, lecz ciągle z minimalnym prowadzeniem Rosjanek. I wreszcie przełamanie tuż przed przerwą techniczną, na która Polki schodzą z prowadzeniem 8:7. Kolejna kubek kawy juz pusty. Nie robię nastepnej. Ściskam mocno uszko. Krzyczę z radości po każdym zdobytym punkcie i mam ochotę walnąć pięścią w stół gdy go tracimy. Powstrzymuję się oczywiście bo rzecz dzieje się w mieszkaniu rodziców, u których spędzałem większą część soboty.

Nasze prowadzą 14:13. Atak i jeeest!!! Koniec meczu! Nie! Nie ma końca! Sędzia liniowy pokazuje, ze piłka w polu, lecz główny twierdzi, że był aut! Co za skandal! Zamiast zwycięstwa jest 14:14, a po chwili 15:14 dla Rosjanek. Polki atakują lecz w aut. Rosjanki skaczą do góry, ale sędzia główny pokazuje, że piłka musnęła ręce ich bloku. Zamiast zwycięstwa naszych przeciwniczek jest 15:15! Rosjanki próbują protestować lecz to na nic, trzeba grać dalej. Punkt za punkt. Punkt za punkt. Polki ciagle wychodzą na prowadzenie, lecz za każdym razem rywalki wyrównują. Podskakuję razem z całym fotelem, łapię sie za głowę, trzęsę się z emocji! 20:20! I znów prowadzenie Polek 21:20 i znów blok Rosjanek i piłka ląduje po naszej stronie lecz za chwilę eksplozja radości. Sędzia pokazał, że Rosjanka wbrew przepisom przełożyła ręce nad siatką! Punkt dla nas zamiast dla nich! 22:20 i Polki wygrywają cały mecz 3:2! Klaszczę nie zwracając uwagi na rodziców. Udało się! Udało! „Klątwa” nie zadziałała!

Jutro miałem startować do Gdyni około dziewiętnastej, ale przecież nie odpuszczę meczu o złoto, który ma się zacząć o 19:30! Kosztować mnie to będzie całą noc jazdy, ale chyba warto.

Szczecin, 24.08.2005

23:37, searover
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4