Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
środa, 29 czerwca 2011

Co za rok...  Kataklizmy, wypadki, wojny, bankructwa, strajki... A wśród tych wszystkich destabilizujących wydarzeń, które zdominowąły pierwsze strony gazet odchodzą jeden po drugim ludzie, o których zwykło się mówić, że bez nich świat już nie będzie taki sam.

Świętowaliśmy imieniny mojego taty, gdy kątem oka spostrzegłem  w telewizji  materiał poświęcony MaciejowiZembatemu. I na niego przyszła więc kolej...

Pamiętałem go, jakżeby inaczej, z radiowej „Trójki”, z kabaretowych skeczy, lecz moja prawdziwa fascynacja tym artystą narodziła się gdy zetknąłem się z jego tłumaczeniami piosenek Leonarda Cohena, które zresztą często sam wykonywał. Bez zbędnego patosu mogę przyznać, że jego interpretacje dorównywały oryginałowi, a kto wie czy czasem go nie przewyższały.

„Słynny niebieski prochowiec”, „Tańcz mnie po miłości kres”,  czy brawurowo wykonane „Twe nagie ciało” (które mam na płycie, lecz nie znalazłem w tak doskonałej wersji na YouTube, co dowodzi, ze jeszcze nie wszystko jest w internecie) pozostaną w mej pamięci.

Żałowałem tylko, że "Jestem Twój" - utwór, który dedykowałem kiedyś Mojemu Aniołowi, a którą to dedykację ona po wielokroć przebiła i odwzajemniła, sprawiając, że jest to dla mnie najpiękniejsza bo zarazem najbardziej osobista piosenka o miłości - że akurat ten utwór nie otrzymał w jego wykonaniu siły kanadyjskiego pierwowzoru.

Jeszcze niedawno rozmawiałem z Pauliną o Cohenie i jego koncertach w Polsce. Żałowała, że nie mogła uczestniczyć w tych niedawnych, które być może były jedną z ostatnich okazji, by naszego ulubionego poetę usłyszeć na żywo. A może należało pomyśleć o tym, jak posłuchać Macieja Zembatego? Czas biegnie tak szybko, a los płata rozmaite figle...

Żal, ale jakiś oswojony. Bo przecież chyba nikt ze współczesnych nie drwił sobie ze śmierci tak, jak czynił to Maciej Zembaty. Tytuł jednej z jego płyt: „Piosenki z trumienki” mówi sam za siebie. 

Oczywiście z najsłynniejszym songiem o tym, że „w prosektorium najprzyjemniej jest nad ranem”, bez którego swego czasu nie mógł obejść się żaden gitarowy wieczór przy ognisku.

Gdyby podczas pogrzebu Pana Macieja padał deszcz, wypełniłby się jego tekst o ostatniej posłudze. Mógł Mozart napisać Requiem dla siebie, więc dlaczego nie mógł Maciej Zembaty przygotować sam sobie utworu na ostatnią drogęPrzykro mi, że nie ma Go już wśród nas, ale trudno zarazem powstrzymać się od uśmiechu widząc Śmierć odartą ze swoich atrybutów grozy. Niewielu się to udało, a on był w tym mistrzem.

Gdynia, 29.06.2011; 01:00 LT

 

sobota, 25 czerwca 2011

Kolacyjna uczta kontynuowana była na śniadanie. Widac było, że kuchnia to prawdziwe hobby naszej gospodyni.
Potem zaś poszlismy obejrzec mizar, czyli muzułmański cmentarz usytuowany na wzgórzu za wsią.

Bohoniki 12

Bohoniki 13

Typowy grób muzułmański powinien być oznaczony dwoma kamieniami: większym wskazujacym głowę zmarłego i mniejszym, w okolicach jego stóp. Te odnowione, często okładane są kamieniami dookoła, lecz nie jest to wymagane.

Bohoniki 15

Nowsze groby wyraźnie uległy współczesnym wpływom chrzescijańskim. Mamy więc niemalże tradycyjne nagrobki znane z cmentarzy innych wyznań. Jedyna różnica to ta, że napisy umieszcza się z tyłu (w naszym rozumieniu) głowicy.

Bohoniki 14

Jednak i ten kanon stopniowo ustepuje miejsca wpływom chrześcijańskim, więc coraz częściej napisy pojawiają się po „naszej” stronie.

Niezwykłe doświadczenie czytać egzotycznie brzmiące imiona wraz z polskimi nazwiskami.

Bohoniki 19

Bohoniki 20

Jeszcze bardziej niezwykłe zaś dowiadywać się, że ci egzotycznie nazywający się obywatele zajmowali znaczące stanowiska w lokalnych społecznościach.

Bohoniki 18

Na mnie największe wrażenie zrobiły jednak kamienie z napisami wyrytymi cyrilicą. Pamiętają jeszcze czasy zaboru rosyjskiego.

Bohoniki 16

Bohoniki 17

Tamtejsi ludzie współistnieli ze sobą przez wieki, a ich wiara, kultura i obyczaje przenikały się. Nieopodal mizaru, na skraju wsi stoi stuletni krzyż i to bynajmniej nie prawosławny...

Bohoniki 22

Spieszylismy się z powrotem, by zdążyć na umówione w meczecie spotkanie z muzułmańskim duchownym. Odprowadzały nas ciekawskie spojrzenia miejscowych staruszek, które kontemplowały wiejską rzeczywistość z perspektywy chodnikowej ławeczki.

Bohoniki 25

Gdzies nad ich i naszymi głowami uwiła sobie gniazdo kolejna bociania rodzina. Fotografowanie ich zaczyna trącić banałem albo nawet kiczem. No bo czym sie podniecać jeśli bociany są tam chyba tak powszechne jak, nie przymierzając, wróble.

Bohoniki 26

To już lepiej robić zdjęcia zającom , które potrafią nagle wyskoczyc pod nogi niemal w srodku wsi i mknąć wzdłuz płotów gdzieś na pola.

Bohoniki 23

Bohoniki 24

W meczecie bylismy tylko odrobinę spóźnieni. Spodziewałem się dostojnego imama w szacie i turbanie, a przywitał nas młody człowiek zupełnie nie drózniający się strojem od nas. Opowiadał o swojej wierze, o liczebności wiernych (w Bohonikach tak naprawdę mieszkają tylko dwie tatarskie rodziny – w sumie siedem osób). Nie były to dla mnie rzeczy nowe – spotykałem się  z nimi w krajach arabskich, chociaż po raz pierwszy zamiast przebijać się przez obcojęzyczne teksty, mogłem zapytać duchownego wprost w naszym, ojczystym języku.

Oczywiście po spotkaniu przyszedł czas na fotografowanie.

Bohoniki 29

Bohoniki 27

Zwracał uwage ręcznie przepisywany Koran. Zarówno owa święta księga Islamu jak i wszelka modlitwa mogą odbywac się wyłącznie po arabsku, czyli w języku, w którym spisane zostały nauki Mahometa. Ponieważ zakazane jest dodawanie bądź odejmownaie czegokolwiek z owej ksiegi, każda ingerencja związana z tłumaczeniem na inny język byłaby świętokradztwem, ponieważ poddany takiemu procesowi tekst nie zawierałby juz dokładnie takiej samej treści.

Bohoniki 28

Co ciekawe, popdobne restrykcje dotyczą takża chrześcijańskiej Ewangelii z tym, że u nas egzekwuje się je mniej stanowczo.

Na koniec obejrzeliśmy jeszcze jurtę – z zewnątrz i od wewnątrz. Jest to tradycyjne mieszkanie Mongołów, którzy musieli być mobilni, a potrzebowali zarazem domu w pełnym tego słowa znaczeniu. Prezentowana w Bohonikach jurta jest oryginalnym wyrobem sprowadzonymz Mongolii.

Bohoniki 11

Bohoniki 41

Bohoniki 42

To nie koniec. W programie pobytu mielismy tuataj jeszcze strzelanie z łuku, ale o tym już w następnym wpisie.

Tchórzew, 24.06.2011; 23:00 LT

wtorek, 21 czerwca 2011

Jazda samochodem po przedpołudniowym spacerze po puszczy i obfitym obiedzie podziałała usypiająco. Gdzieś kątem oka zauważyłem po drodze Białystok, a potem ocknąłem się już w Supraślu. Tutaj naszym celem był prawosławny monastyr oraz znajdujące się w nim muzeum ikon.

Suprasl 12

Suprasl 11

Dotarliśmy tam dosłownie rzutem na taśmę i zostaliśmy dołączeni do ostatniej grupy zwiedzającej muzeum, która zresztą zdążyła zaliczyć już pierwszą salę. Muzeum urządzone jest bardzo ciekawie. Niewielkie sale, łuki drzwiowe, półmrok i niemalże punktowe oświetlenie obrazów oraz wydobywająca się z głośników muzyka cerkiewna potęgują doznania.

Suprasl 02

Suprasl 03

Nie wszystkim podoba się taka ingerencja w to skrzydło budynku monastyru, którego zasłonięte na głucho okna od zewnątrz rzeczywiście nie wyglądają najlepiej, ale coś za coś. Nie ma tam też ponoć jakichś wyjątkowo (na skalę światową) cennych malowideł, ale wrażenie robi wielkość kolekcji oraz przy okazji możliwość dowiedzenia się jak cały proces produkcji ikony (a właściwie „pisania ikony” – tak powinno się mówić, gdyż tworzenie jej było formą pisania i ilustracji modlitwy) się odbywał. Ikona nie byłaby pełnowartościową ikoną, lecz zwykłym obrazkiem, gdyby twórca nie modlił się podczas jej pisania i nie odczuwał w ten sposób duchowej więzi z Bogiem. Pisanie ikon podlega ścisłemu kanonowi, którego modlitwa jest jedynie częścią. Stąd podział na ikony kanoniczne i niekanoniczne, ale to już temat na dłuższy, odzdzielny wpis, może przy innej okazji.

Suprasl 07

Ciekawostką jest fakt, ze znaczna część kolekcji w Supraślu to dzieła odebrane przemytnikom.

Ilekroć patrzę na te wiekowe, utrzymane w złotych barwach obrazy uzupełniane starocerkiewną cyrilicą, ogarnia mnie poczucie obcowania z tajemnicą. Ikona budzi zachwyt, pokorę, ale  też bliżej nieokreślony niepokój. Nie darmo mówi się o nacisku położonym na obrządek, mistycyzm w religii prawosławnej.

Suprasl 04

Szaty Matki Boskiej na wszystkich obrazach oznaczone są trzema gwiazdami: jedna na nakryciu głowy i po jednej na ramionach. To symbol czystości Najświętszej Marii. Na jednej z nich owe gwiazdy zastąpione są wizerunkami aniołów. 

Suprasl 06

Tajemniczo wygląda Madonna o trzech dłoniach. Ten wizerunek, wiąże się z historią Świetego Jana Damasceńskiego, którego dłoń została obcięta za nieposłuszeństwo kalifowi Damaszku. Przykładał ją do kikuta kończyny i modlił się żarliwie do Matki Boskiej, by go uzdrowiła, aż stał się cud. Modlitwa została wysłuchana i dłoń zrosła się z ciałem. Na pamiątkę tego wydarzenia stworzył wizerunek Matki Boskiej z dodatkową, trzecią dłonią. Wkrótce takie przedstawienie Najświętszej Marii stało się jednym z kanonów. Krążyła wieść o pewnej ikonie, której twórca zamalował ową trzecią dłoń, lecz ona pojawiała się stale samoistnie.

Suprasl 05

Niektore ramy albo koszulki ikon są dziełami sztuki samymi w sobie.

Suprasl 08

Część srebrnych koszulek została swego czasu zdjęta i przekazana na wsparcie Insurekcji Kościuszkowskiej. 

Druga Wojna Światowa nie oszczędziła monastyru. Najpierw okupacyjna Armia Czerwona urządziła w nim koszary, a w 1944 roku wycofujące się wojska hitlerowskie wysadziły znajdującą się w centralnym punkcie monastyru cerkiew Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Musiało upłynąć kolejne czterdzieści lat, zanim przystąpiono do odbudowy świątyni na bazie istniejących fundamentów.

Suprasl 10

Z monastyru poszliśmy do centrum miejscowości. Tylu drewnianych domów co w podlaskich miasteczkach nie ma chyba już nigdzie w Polsce. Zachował się nawet dość duży budynek kina.

Suprasl 13

Dalej liczne domki tkaczy, bo Supraśl był w dziewiętnastym wieku znaczącym ośrodkiem przemysłu włókienniczego.

Suprasl 14

Jak przemysł to i fabrykanci, a jak fabrykanci to i ich pałace. W pięknie odrestaurowanym Pałacu Buchholza mieści się dzisiaj liceum plastyczne.

Suprasl 15

Obchodząc miasto dookola, zakończyliśmy pętlę naszego spaceru znów przy monastyrze, w sąsiedztwie którego znajdują się katakumby z cialami pierwszych mnichów.

Suprasl 16

Katakumb zwiedzac nie można. Wsiedliśmy więc do naszego busa i pojechaliśmy dalej. Naszym celem były teraz Bohoniki. Następny klejnot w różnorodności tego regionu, o czym szerzej napiszę gdy będę relacjonować naszą wizytę w Sejnach. Dość powiedzieć, że w Supraślu, w monastyrze znajdują się obecnie duchowni prawosławni, a niedaleko znajdują się koscioły katolicki oraz protestancki. Oczywiście przed wojną była tutaj też liczna społeczność żydowska. Bohoniki natomiast to wieś, w której zamieszkuje mniejszość tatarska. Ich przodkowie na większą skalę zostali osiedleni tutaj w XVII wieku. Są to t.zw. Lipkowie (mozna o nich przeczytać w Trylogii Sienkiewicza). W mniejszej liczbie i w mniej zorganizowany sposób osiedlali się na Litwie już od XIV wieku i mało kto wie, że wystawili swoją chorągiew w liczbie kilku tysięcy ludzi jako wsparcie polsko-litewskich wojsk w Bitwie pod Grunwaldem.

Po masowych nadaniach ziemi i osiedleniu na Podlasiu, na tutejszym obszarze znajdowało sie dziewiętnascie meczetów. Po II Wojnie Światowej po polskiej stronie granicy pozostały tylko dwa: w Kruszynianach i w Bohonikach.

Zakwaterowany u tatarskiej rodziny miałem z okna widok wprost na ów meczet.

Bohoniki 01

W pokoju zaś, zamiast krzyża, jak zwykło się praktykować u nas, elementy religii islamskiej.

Bohoniki 02

Bohoniki i Kruszyniany leżą na t.zw. tatarskim szlaku. Jest to turystyczny produkt województwa podlaskiego, który ma przybliżyć odwiedzającym tę część historii naszego narodu, która splotła się z Tatarami, oraz pokazać egzotykę ich kultury. Jednym z jej przejawów jest tatarska kuchnia, której oczywiście w Bohonikach można skosztować.

Bohoniki 05

Bohoniki 06

My podczas kolacji na świeżym powietrzu mieliśmy także ku temu sposobność. Próbowalismy rozmaitych specjałów, jak chociażby pokazany na poniższym zdjęciu kobate (zawijany pieróg z warzywami), czy podobny z serem i rodzynkami (dżantyk) albo z jabłkami (almałyk).

Bohoniki 08

Jedzenie to w ogóle tutejsza specjalność. W biesiadzie brał udział brat naszej gospodyni (na poniższym zdjęciu po lewej) którego udziec jagnięcy wygrał regionalny konkurs na potrawę roku. Nie próbowaliśmy udźca jagniecego, ale kosztowalismy w podobny sposób przygotowywanej „gęsiny na wietrze” naszej gospodyni, wystawianej i obsuszanej na lutowo-marcowym wietrze. Zawinięta w skórę (z obowiązkową warstwą tłuszczyku) pierś z gęsi przypominała wygladem słynne szynki hiszpańskie, ale mięso było delikatniejsze. Gęsina również została wysoko oceniona w konkursie, ale zwycieżca mógł być tylko jeden.

Bohoniki 03

W wieczornej biesiadzie brał też udział Pan Wiktor Wołkow, miejscowy fotograf, który swoje życie poświęcił utrwalaniu na zdjęciach tego regionu. Ukazało się wiele albumów jego autorstwa, a najnowszy, p.t. „Siano” jest właśnie przygotowywany do druku. My od organizatorów naszego wyjazdu otrzymaliśmy w prezencie po egzemplarzu jego albumu p.t. „Moje łowy”.

Bohoniki 09

Bohoniki 10

Słońce skryło się za widnokręgiem. Kończylismy powoli kolację. Trzeba było iść spać, bo każdy miał plany by wstać wczesnie rano (to później okazało się regułą tego wyjazdu, że wszyscy, niezależnie od siebie wstawaliśmy miedzy czwartą a piątą). Głowy pełne wrażeń. Tyle się wydarzyło, a przeciez to był dopiero pierwszy dzień naszej wycieczki.

Bohoniki 07

Jaczno, 19.06.2011; 11:30 LT

 

niedziela, 19 czerwca 2011

Co z ogromu można zobaczyć w kilka godzin? Co wyłuskać, by poczuć satysfakcję: byłem i widziałem. Nie oszukujmy się. Wszystko co mieliśmy zobaczyć tego dnia to ledwie liźnięcie, otarcie się o temat, przygotowanie do ewentualnego przyjazdu w przyszlości. Bo puszcza tak jak góry albo morze musi zostać odkryta gdzieś w nas, w środku. Przewodnik oczywiście podpowie, usystematyzuje trochę to co gdzieś kiedys się usłyszało, wskaże to na co powinno się zwrócić uwagę, lecz cała reszta to cierpliwe, samodzielne odkrywanie uroków pierwotnego lasu, który rosnie w tym miejscu od sześciu tysięcy lat.

Chroniona zaś jest od lat sześciuset odkąd w 1409 roku król Władysław Jagiełło ustanowił prawo do polawań na jej terenie wyłącznie dla króla Polski oraz Wielkiego Księcia Litewskiego. Bywały tu od tego czasu niemal wszystkie koronowane głowy naszego kraju. Zabrakło chyba jedynie króla Sobieskiego.

Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od parku, który załozonyy został wokół dawnego pałacu carskiego. Obecnie w tym miekscu stoi budynek Białowieskiego Parku Narodowego, w którym mieści się m.in. muzeum. W oczekiwaniu na swoją kolejkę weszliśmy na wieżę.

BPN 05

Rozciągał się z niej widok na t.zw. Polanę Białowieską – miejsce, które na potrzeby rolnictwa przed wiekami wydarto puszczy.

BPN 13

BPN 03

Dziś rolnictwo akurat tutaj nie ma juz takiego znaczenia. Leżące odłogiem połacie ziemi stopniowo zarastają. Widać jak granica puszczy powoli przesuwa się do wewnątrz polany. Las odbiera, co swoje. Przed dalszą zwartą ścianą drzew widać mniejsze, a przed nim nimi zupełnie niewielkie olchy, które pierwsze zasiedlają porzucony przez człowieka teren.

BPN 04

Z jednej strony cieszy powracający las, lecz jednak ma on wpływ na utrwalony wcześniej przez człowieka ekosystem. Mniejsze pola i łąki to mniejsze żeerowisko chociażby dla bocianów, których populacja zmniejszyła się ostatnio dość znacznie.

Przyszedł czas na muzeum. Jest to placówka urządzona w atrakcyjnym, nowoczesnym stylu. Nie ma więc nudnych gablotek z opisami eksponatów, lecz odtworzone fragmenty lasów z występującymi tam zwierzętami (wypchanymi oczywiście). Wszystko tonie w półmoroku, a oświetlona jest jedynie ekspozycja, przed którą znajduje się akurat zwiedzająca grupa. Oczywiście nie można nie rozpocząć od żubrów.

BPN 07

Mi najbardziej podobały się ekspozycje poszczegółnych typów lasów (i ich mieszkańców). Dużo się dowiedziałem. Mógłbym jeszcze więcej, gdybym mógł poklikać w towarzyszące inscenizacjom ekrany komputerów. To jest dopiero prawdziwa, interaktywna skarbnica wiedzy. Niestety, czas nas gonił (ach, wiecznie ten czas!) i musieliśmy utrzymywać tempo poruszania się naprzód. Ale i tak w gruzach legła tego dnia wpajana nam od czasów szkolnych teoria, jakoby martwe drzewa były zagrożeniem dla lasu stanowiąc wylęgarnię szkodników. Według wiedzy otrzymanej w muzeum i potwierdzonej przez naszego przewodnika, rozmaite owady żerujące na martwych drzewach i przyspieszające ich rozkład nie gustują w drzewach żywych. Na dodatek na obumarłych drzewach egzystuje kilkukrotnie (w skrajnych przypadkach nawet dziesięciokrotnie) więcej rozmaitych gatunków owadów niż na żywych i zdrowych. Usuwanie martwych pni ma więc znaczenie tylko dla celów gospodarczych (pozyskiwanie drewna). Z punktu widzenia leśnego ekosystemu to zabójstwo, powazne zubożenie leśnej fauny i zaburzenie naturalnego cyklu rozwoju od narodzin młodych osobników po ich śmierć i rozkład wtapiający materię obumarłych organizmów w środowisko, w którym żyły, podnosząc zarazem jego jakość tak istotną dla następnych pokoleń.

Ciekawy jest również przedstawiony w muzeum przekrój przez mrowisko.

BPN 10

Okazuje się, że kopce igliwia, po których uwijają się tysiące mrówek to jedynie dach ich wielkiej kolonii znajdującej się pod ziemią. Dopiero tam, w komorach połaczonych korytarzami żyje cała mrówcza społeczność. Komory te pełnią oczywiście rozmaite funkcje, lecz na mnie największe wrażenie zrobiła wiadomość o „hodowli” larw dla celów spożywczych. Mrówki paraliżują częściowo swe ofiary lecz nie zabijają ich, pozwalając tym sparaliżowanym rosnąć i konsumują je dopiero wtedy, gdy odpowiednio przybiorą na wadze, albo gdy na zewnątrz już trudno o pokarm. W podobnym celu w niektórych komorach hodują też... grzyby.

Po wyjściu z muzeum z wypożyczalni, których w Białowieży jest wiele, wzięlismy rowery i nimi popedałowalismy w kierunku pokazowej zagrody żubrów, zatrzymując się wielokrotnie po drodze, by zwrócić uwagę na rozmaite ciekawostki.

Pierwszą, jeszcze tuż przy szosie był głaz wyznnaczający geometryvczny środek Puszczy Białowieskiej. Zawsze z dużą rezerwą podchodzę do takich obliczeń, bo w zależności od przyjętej metody środek czy to puszczy, czy Polski, czy Europy może wypaść tu lub gdzie indziej. Warto jednak odnotować, że Białowieża leży mniej więcej w centrum owego kompleksu lasów.

BPN 010

A potem zjechaliśmy już na leśną ścieżkę skupiając się na przyrodzie. Trafienie na dą, który liczył sobie trzysta albo czterysta lat nie było niczym nadzwyczjanym. Ciekawa była obserwacja walki o byt. Przetrwają tylko najwyższe drzewa, których korony wygrają walkę o dostęp do swiatła słonecznego. Przeciętnie drzewo musi wystrzelić w górę na jakieś trzydzieści metrów by można było uznać, że wygrało. Dlatego nawet taki dąb jest tutaj prosty i strzelisty, nie tracąc energii jek jego bracia na otwartych przestrzeniach na rozwijanie grubych i rozłożystych konarów. Nie w bok, lecz w górę! Zawsze w górę! To podstaowe hasło tutaj.

BPN 14

Z gleby pod drzewami kiełkują dziesiątki albo setki rozmaitych młodych osbników. Najczęściej nie przetrwają nawet jendego roku zjedzone przez rozmaite drobne zwierzęta. Kiedy jednak nielicznym się uda i podrosną, muszą wciąż liczyć na łut szczęścia, że nie pożrą ich większe ssaki. I wciąż musza piąć się w górę by o te kilka alboi klikanaście centymetrów wyprzedzac konkurentów do śwatła, a raczej do resztek światła przepuszczanych przez ogromnedrzewa, szumiące hen, wysoko w górze. Któregos dnia przychodzi jednak kres nawet na najstarsze dęby. Obumarłe drzewo wali się z hukiem a w lesie powstaje wyrwa o powierzchni klikudziesięciu metrów kwadratowych z nieskrępowanym dostępem do światła. Teraz zaczyna się walka wśród tych najsilniejszych z młodych, które zdołały wcześniej wyrosnąć najwyżej. Kto z nich wygra wyścig w górę, przytłumi swoją koroną pozostałe, zajmie swój kawałek puszczy na najbliższe kilkaset lat rozsiewając co roku swoje nasiona po okolicy.

Czasami taka walka nawet wśród statycznych wydawąłoby się drzew przybiera dramatyczne formy. Jak choćby walczące między sobą w pewnym miejscu jesion i grab.

BPN 23

BPN 24

Jesion wystrzelił wyżej, lecz grab jest twardszy, W splocie do jakiego doszło to on będzie górą Tkanka jesionu nie zdołała się oprzeć twardemu grabowi. Tam gdzie powstała „rana” drzewo zostało osłabione, wda się próchnica i za jakiś czas runie w dół. Kto wie, może swoją masą pociągnie za sobą również swojego zabójcę i oba otworzą pole do walki dla następnych pokoleń?

BPN 25

Zapytałem przewodnika jak szacuje się wiek drzew. Wszyscy bowiem wiemy, że po słojach, ale ta metoda psrawdza się tylko wobec martwych już i pociętych pni. Ponoc jednym ze sposobów jest analiza kory drzew. Im starsze, tym większe bruzdy, jak chociażby na tym czterystuletnim dębie.

BPN 15

Na jednym z postojów przewodnik zasugerował nam zamknięcie oczu i skupienie się wyłącznie na bodźcach słuchowych. Dopiero wtedy zorientowaliśmy się jak wiele ptasich śpiewów dobiega w swoistym informacyjnym szumie dodbieranym przez nasze zmysły.

BPN 17

Na jednej z lip zaobserwowaliśmy dziuple wykonane przez dzięcioła czarnego. Ptak ten co roku przygotowuje nową zamiast sprzątnąć starą. W starej pozostają śmieci po poprzednim lęgu, a wśród nich zagnieżdżone pasożyty. Dziuple jednak nie pozostaną niezamieszkane. Wybiorą je mniej wybredne gatunki, które nie mają takich drwalskich umiejętności jak dzięcioły.

BPN 16

W innym miejscu oglądalismy obumieranie drzew. Kiedy kora odpada płatami, znaczy, że procesy życiowe danego drzewa ustały.

BPN 20

I rzeczywiście, kiedy spojrzelismy w górę, ujrzeliśmy martwy szkielet konarów dwustuletniego świerku.

BPN 19

U nasady jego pnia zdążył pojawić się już pewien gatunek grzybów, który z czasem osłabi go na tyle, że drzewo runie. Tak jak jedna z dwustuletnich lip nieopodal. Jej bliźniaczka jeszcze dziarsko się trzyma. Ta martwa, pomimo, ze w podobnym wieku już wygląda na dużo mnieszą. To efekt rozkładu przyspieszanego przez wspomniane wcześniej liczne grzyby i owady. Jescze kilka lat i po martwej lipie nie pozostanie żaden ślad. Wtopis się w ściółkę, a bliźniaczka pozostanie sama.

BPN 26

W końcu dotarlismy do zagrody pokazowej żubrów. Oczywiście jak sam nazwa wskazuje najważniejsi byli w niej „królowie puszczy”.

BPN 29

Ale mogliśmy obejrzeć również wilki...

BPN 28

...i  koniki polskie. Koniki polskie to odtworzona rasa przypominająca bardzo tarpany, które zamieszkiwały puszcżę jeszce w ubiegłych wiekach. Niestety, wyginęły. Ze skrzyżowanych osobników odnalezionych w rozmaitych gospodarstwach wyselekcjonowano i odtworzono tę rasę. Nie są i nie będą to juz jednak tarpany czystej krwi, stąd nazwa gatunku: konik polski.

BPN 27

Podony los spotkał zresztą i żubry, Jeszce przed Pierwszą Wojną Światowa żyło ich tu ponad siedemset sztuk. Wojny nie przetrwał zni jeden. Przyczyniła się do tego rabunkowa eksploatacja puszczy podczas krótkotrwałej, niemieckiej okupacji. Dość powiedzieć, że przez trzy lata wycięto około jednej piątej obszaru lasów. Odbywało się to na wielką skalę, z pobudowanymi liniami kolejek wąskotorowych zwożącymi pozyskane drewno. Wojenne braki żywności doprowadziły do masowych polowań na żubry. Te, które umknęły oficjalnym polowaniom, zostały zabite przez głodującą miejscową ludność. Szczęśliwie nieliczne żubry zachowały się w niewoli, głównie dzięki... carowi, który zwykł dawać je niektórym dystyngowanym osobom w prezencie.  Niepodległa po tamtej wojnie Polska odkupiła część z nich. Było to najbardziej spektakularne przywrócenie do życia skazanego na zagładę gatunku.

Braki żywności, a raczej poszukiwania gatunku, który mógłby dać znaczne ilości mięsa doprowadziły w latach pięćdziesiątych XX wieku do powstania żubronia. Jest to skrzyżowanie żubra z bydłem domowym. Powstała dziwaczna, żałośnie wyglądająca hybryda. Przykro było patrzeć na zwisające luźno rogi jedngo nich.

BPN 30

Trzeba się spieszyć. Te w białowieskiej zagrodzie to ostatnie żubronie. Program zarzucono, a ponieważ sztucznie krzyżowane gatnki są bezpłodne, następnych osbników nie będzie.

BPN 31

Czas nas gonił, więc drogę powrotną rowerami odbyliśmy już bez postojów. Szybko spakowaliśmy swoje rzeczy do busa i ruszyliśmy w kierunku  Supraśla.

Wroceń, 18.06.2011; 07:05 LT

piątek, 17 czerwca 2011

Po śniadaniu bez zbędnego ociągania się ruszamy na zwiedzanie Białowieży. Czas tu jakby zatrzymał się w miejscu ponieważ niektóre ulice wciąż noszą nazwy upamietniające komunistycznych działaczy. Byli w jakiś sposób związani z tą wsią wśród puszczy, więc mieszkańcy nie widzieli powodu by je zmieniać. Tak samo zresztą jak głaz – pomnik nieopodal cerkwi. Inskrypcja na nim głosi: „Bohaterom walk o wolność i socjalizm”.

Bialowieza 11

- Może uznano, że już dość politycznie poprawnych zmian? – zastanawiał się głośno nasz przewodnik – Bo kto tutaj nie stał? Najpierw na tym cokole stał pomnik cara. W dwudziesoleciu międzywojennym jego miejsce zajął Piłsudski, by potem ustąpić go Adolfowi Hitlerowi. Po Hitlerze przyszedł czas na bohaterów walk o wolność i socjalizm.

Dziś Piłsudski jest obecny w Białowieży również, lecz w innym miejscu.

Kiedy tak rozmawialiśmy, z cerkwi wyszedł miejscowy kapłan i dał znak, że jest gotowy na nasze przyjecie.

Bialowieza 12

Obecna białowieska cerkiew została oddana do uzytku w 1894 roku. Jej charakterystyczna, ceglana konstrukcja wiąże się z budowanym w tym samym czasie carskim pałacem. Na potrzeby tych i kilku innych budowli uruchomiono nieopodal kopalnię gminy i cegielnię, którą kierował sprowadzony specjalnie w tym celu z Górnego Śląska Niemiec, Juliusz Karol Miller. W ciągu zaledwie kilku lat wyprodukował on taką ilość owego budulca, która budzi respekt nawet i dzisiaj. Praktycznie cała murowana Białowieża przybrała ów czerwony kolor. Niestety, nie wszystkie budynki zachowały się do dnia dzisiejszego. Podczas wyzwalania Białowieży spłonął m.in. ów ogromny carski pałac. Można było pokusić się o jego odbudowę, ponieważ mury zachowały się w przyzwoiym stanie.

BPN 11

W tamtej sytuacji politycznej było to jednak niewykonalne. Władza komunistyczna nie mogła pozwolić na pielęgnowanie pamiątek po carze. Postanowiono więc ruiny rozebrać, co czyniono niemałym wysiłkiem aż przez półtora roku.

Sama cerkiew od działań wojennych ucierpiała już rankiem 1 września 1939r. Z kilku bomb zrzuconych z samolotów na Białowieżę, dwie trafiły w świątynię uszkadzając ją poważnie. W takim stanie prztrwała okupację radziecką. Po wkroczeniu wojsk niemieckich ropoczęto starania o odbudowę i w tym celu ponoć delegacja miejscowych działaczy udała się do Berlina, do samego Göringa, który przed wojną bywał w Puszczy Białowieskiej na polowaniach.

Cenne wyposażenie tej światyni jak i wielu innych na Podlasiu zostało wywiwezione na wschód podczas Pierwszej Wojny Światowej, kiedy to Rosjanie wycofywali się pod naporem wojski niemieckich. Co się potem stało z owymi skarbami kultury nie wiadomo. Być może zostały zniszczone podczas Rewolucji Październikowej, a może przetrwały ów burzliwy okres w dziejach Rosji i dziś zdobią jakąś świątynię bardzo daleko stąd? Pole do działania dla poszukiwaczy.

Ocalał za to ikonostas wykonany z chińskiej porcelany.

Bialowieza 13

W świątyniach prawosławnych ikonostas oddziela część, w której znajduje się ołtarz od pomieszczenia, gdzie zebrani są wierni. Do komunikacji służą centralne drzwi carskie, oraz para bocznych, t.zw. diakońskich.

Ikonostas z porcelany to ewenement. W Polsce jest tylko jeden. Bliźniaczy do tego z Białowieży znajduje się Nowotomnikowie w Rosji, ajkieś dwa i pół tysiąca kilometrów stąd. Podobny, lecz o innym kształcie można zobaczyć w mariańskich Łaźniach w Czechach.

Chińska porcelana została użyta również do produkcji ram ikon znajdujących się na ścianach.

Bialowieza 14

Naprzeciwko miejsca, gdzie podczas nabożeństw zwykł stawac car wisi dziś ikona przedstawiająca carską rodzinę zamordowaną przez bolszewików. Zostali oni uznani meczennikami za wiarę i ogłoszeni błogosławionymi.

Bialowieza 15

Po wyjściu z cerkwi obejrzelismy jeszcze z zewnątrz pięknie odnowioną drewnianą plebanię oraz stojące nieco dalej ule, z których pozyskiwany wosk stosuje się do wyrobu świec używanych w modlitwie.

Następnie skierowaliśmy się do znajdującego się tuż obok wejścia do Białowieskiego Parku Narodowego, ale o tym będę juz musiał opowiedzieć w oddzielnym wpisie, bo streszczanie się przychodzi mi z trudem.

BPN 01

Bohoniki, 17.06.2011; 07:00 LT

 
1 , 2