Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
sobota, 26 czerwca 2010

Dużo się dzieje. Jeszcze nie zdążyłem dokonczyć opisu wrażeń z Mediolanu, a już byłem znów w drodze. Tym razem na tygodniowy urlop z Aniołem na Azorach. Last minutes mają swoje zalety. Za koszt wycieczki do Egiptu, Maroka czy na Kanary trafiliśmy przelot z siedmioma noclegami na ten położony hen na oceanie archipelag. W czwartek i piątek dopięliśmy formalności, a we wtorek po pracy wsiadaliśmy do pociągu, by następnego dnia rano kontynuować podróż samolotem.

Azory to miejsce niezwykłe. Może nie ma tam tyle słońca, co w tropikach, może nie ma złocistych plaż, ale są przepiękne krajobrazy, soczysta zieleń, miliony kwiatów dookoła, plantacje ananasów, jedyne w Europie plantacje herbaty, niezwykłej urody miasteczka, w których zatrzymał się czas i wulkany, dzięki którym te wyspy wyłoniły się z morza. O aktywności wulkanicznej świadczą caldeiras – gorące źródła pełne gotującej się wody, bulgocące i ziejące siarkowodorem. W takich źródłach nie niepokojeni przez nikogo, oprócz kilku osób spacerujących w oddali oraz trzech zdziczałych kotów próbowaliśmy gotować jajka, urządzając sobie o zachodzie słońca piknik złożony z kiku rodzajów miejscowego sera, wina, owoców... Jajka dojadły koty.





O tym wszystkim jednak chyba dopiero po powrocie, czyli w połowie przyszłego tygodnia. Nazbierało się pisania, a jeszcze i w pracy szykują się zmiany. Mam nadzieję, że jednak znajdę czas, by ogarnąć to wsyzstko.

Capelas, 26.06.2010; 13:20 LT

niedziela, 20 czerwca 2010

Niedzielny poranek poświęciliśmy (oprócz celebrowania śniadania) na opisane wczesniej próby obejrzenia obrazu Leonarda da Vinci. Kiedy to się nie udało, poszliśmy po raz kolejny do Zamku Sforzów (byliśmy tam już w sobotę, ale z powodu późnej pory wejście na dziedziniec było zamknięte).

Mediolan 20

Ta renesansowa budowala rózni się wyraźnie od zamków, które miałem okazję poznać do tej pory. Rzucają sie w oczy przede wszystkim ogromne mury, grube baszty, zamkowa wieża w owe mury wpisana, a samego zamku jako oddzielnej budowli nie widać.

Wielki baner rozwieszony na murach informował, że można tu zobaczyć Pietę Rondanini Michała Anioła.

Mediolan 21

To był główny cel naszej wizyty. Zanim jednak dotarliśmy do wspomnianej rzeźby, przeszliśmy przez kolejne sale miejscowego muzeum. Mi najbardziej podobały się pieknie dekorowane sklepienia poszczególnych komnat. Najstarsze freski miały w sobie jeszcze coś z tajemniczej atmosfery średniowiecza, ktorą uwielbiam.

Mediolan 22

Zebrano też niemałą kolekcję witraży.

Mediolan 23

Gobeliny oraz rozmaite rzeźby obejrzeliśmy bez specjalnego wnikania w szczegóły. I w końcu przyszedł czas na Pietę.

Mediolan 26

Ta rzeźba powstała pół wieku po słynnej Piecie Watykańskiej.  Michał Anioł tworzył ją ponoć do ostatnich chwil swojego życia. Gasnące siły artysty nie pozwoliły mu jednak jej dokończyć. Przegrał walkę z czasem. Użyłem słowa „ponoć”, ponieważ zgodnie z opisem w muzeum, owo tworzenie w ostatnich chwilach życia i walka z czasem jest w dużej mierze legendą. Prace na dziełem trwały około czternastu lat, więc trudno tu mówić o braku czasu. Może brak weny tworczej, a może nawał innych zleceń? Czy to jednak takie istotne? Ważne, iż rzeczywiście zmagał się z marmurem do ostatnich chwil życia. Dyskutowaliśmy z Pauliną jakimż dramatem dla słabnącego człowieka jest świadomość, że przegrywa, że już nie da rady dokończyć swojego dzieła by cieszyło innych w formie jaką sobie kiedyś wyobraził.

Mediolan 24

Emocje jakie towarzyszą oglądnaiu niedokończonego dzieła odbijają się echem w utworze Jacka Kaczmarskiego z 1979 roku:

Stary Michał Anioł i Pieta Rondanini

Nie dźwigniesz Matko swego Syna
Ja nie oddzielę Go od skały
Już nie mam zresztą dłut
Proch się o Niego upomina
A tak jest ciężkie Jego ciało
Jak ciężki bywa trup

Nie nie uniosę Go pod stropy
Kaplic skąd w gniewie sprawiedliwym
Rozsądza marszczy brew
Niech moim uchem stukot łopat
Usłyszy, póki jestem żywy
I niech powstrzyma gniew

Przed Twoim żalem mą odrazą
Do życia, które chorą nocą
W bólu opuszcza mnie
Niech powie tylko: "Po co? Po co?
Po co lepiłem lalki skoro
W ziemię zamieniam się?"

http://mp3bear.com/stary-michal-aniol-i-pieta-rondanini 

Kiedy Jacek Kaczmarski pisał te słowa, nie przypuszczał zapewne, że i jemu los zgotuje, kto wie czy nie gorszą niemoc i koszmar świadomości, ze to, co było sensem jego życia, bezpowrotnie się zamyka. 

Kiedy już przestaje się myśleć o sprawach ostatecznych, można przyjrzeć się z bliska rzeźbie i prześledzić ogrom pracy w tworzeniu takiego dzieła. Laik, jak ja widzi bowiem pięknie wypolerowane posągi w muzeach. Widzi też czasem blok granitu. Wie że jedno jedno jest alfą, a drugie omegą, lecz co jest pomiędzy? Te tajemnice skrywają pracownie mistrzów. Wsiąkają w ziemię wraz z potem wylanym przy kolejnych uderzeniach młotka i dłuta. Pieta Rondanini zawiera elemanty już niemalże całkowicie ukończone, jak również ledwie zarysowane, smagnęte dłutem, jeszcze kostropate.

Mediolan 25 

Prawie gotowe są nogii Chrystusa, gładkie z widocznymi poszcególnymi zarysami poszczególnych mięśni. Tors zaś z jeszcze widocznymi sladami dłuta. Twarze Jezusa i Matki Boskiej też dopiero jakby naszkicowane, a dłonie Madonny nie mają nawet palców...

I jeszcze ciekawostka. Żyję na tym świecie już ładnych parę lat i jest to chyba pierwsze dzieło, jakie dane było mi oglądać, przedstawiające Zbawiciela, „jak Go Pan Bóg stworzył”, bez bodaj kawałka jakiejs tkaniny czy chociażby adamowego listka.

Tego dnia mielismy jeszcze w planie wizytę w muzeum techniki, wiec obejrzawszy słynną rzeźbę, nie szliśmy juz do galerii obrazów, bo wypełniłoby to nasz czas do zamknięcia. Rzuciliśmy tylko okiem na znajdujące się w podziemiach eksponaty sztuki prehistoryczej oraz miejscowe zbiory egipskie.

Mediolan 29

Kiedy ogląda się rozmaite wystawy prezentujące antyczny Egipt, rozsiaen po całym świecie, widać dopiero skalę grabieży jakich przez wieki się dopuszczono na ziemi faraonów. Z drugoiej strony, mając na uwadze świadomość dawnych społeczeństw, może lepiej się stało iż część znalezisk została zabezpieczona, zinwentaryzowana, opisana, a nie uległa znszczeniu, lub zwykłemu rozszabrowaniu przez anonimowych zlodziei?

Zawsze jednak mam dziwne uczucie, że eksponowanie mumii w muzeach, wystawianie ich na widok publiczny, odziera je z człowieczeństwa. Przestajemy widzieć konkretnego człowieka, a jedynie „eksponat”. Traktujemy mumię jak rzecz, niczym kolejny gliniany dzban, czy bogato zdobiony sarkofag.

Mediolan 28

Mediolan 27

Nie mówię, żeby nie pokazywać mumii w ogole. Sa one przecież znaczącym świadectwem egipskiej historii, tradycji, kultury. Może jednak eksponować je bardziej... intymnie?

Swoją drogą, słyszałem o mumifikowaniu zwierząt, ale dopiero w Mediolanie zaobaczyłem malutką mumię krokodyla.

Mediolan 31

Potem zaś pojechalismy już do muzeum techniki.

Szczecin, 20.06.2010; 12:10 LT

środa, 16 czerwca 2010

Kiedy na początku czerwca ustaliliśmy z Pauliną, że w weekendową podróż wybierzemy się właśnie do Mediolanu, oczywistym się stało, że musimy obejrzeć „Ostatnią wieczerzę” Leonarda da Vinci, które to malowidło znajduje się na ścianie refektarza kościoła Santa Maria delle Grazie. Zaiste, trudno o skromniejsze miejsce do eksponowania dzieła mistrza (gdyby o to przewidziano, kiedy zlecano mu tę pracę...). Jednorazowo może je oglądać dwadzieścia pięć osób. Wtedy jednak jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Paulina wspomniała mi, że jej koleżanaka podczas poprzednich wakacji miała problemy z dostaniem się do środka i dlatego wejściówki lepiej zarezerwować wcześniej. Wszedłem więc na odpowiednią stronę internetową i po chwili dowiedziałem się, że najbliższe wolne miejsca oferują na... 26 sierpnia, godz. 13:00. Gdyby to był Prima Aprilis, pomyślałbym, że ktoś chce mi zrobić dowcip. Telefon do biura rezerwacji potwierdził jednak złe wiadomości. Obraz, wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco zawsze przyciągał turystów niczym na przykład Mona Lisa w Paryżu, ale obecne tłumy to zapewne dodatkowy efekt popularności książki „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna oraz filmu nakręconego na jej podstawie. Pogodziliśmy się więc, że nasz wizyta w Mediolanie będzie musiała byc okrojona o ten istotny element.

Za szybko złożyłem broń nie szukając alternatywnych rozwiązań, ale zasugerowałem się ta informacją. Tymczasem juz podczas podróży otrzymałem maila od Anioła z radą niemalże sensacyjną. Okazywało się, że niektórzy operatorzy wycieczek po mieście gwarantują w pakiecie obejrzenie obrazu. Hm, teraz zaczynałem rozumieć skąd ów brak miejsc. Operatorzy miejskich wycieczek, biura turystyczne i.t.d. – wszyscy wykupują te w sumie niewielką pulę miejsc, by przyciągnąć do siebie klientów. Dla turysty indywidualnego zostają nędzne resztki. Na owej stronie internetowej informowano właśnie, że 10 czerwca rozpocznie się sprzedaż wejściówek na... wrzesień.

Zaczęliśmy przeglądać oferty biur. Trzyipółgodzinna wycieczka – koszt 60 euro od osoby. Wliczony wstęp do La Scali (zwiedzanie), oglądanie „Ostatniej wieczerzy”, katedry, Zamku Sforzów. Decydujemy się, ale... nie ma miejsc. Nie zrażeni idziemy na przystanek. Może ktoś zrezygnuje? Mamy numer 3 i 4 na liscie rezerwowych. Czekamy do odjazdu. Na minutę przed nim dochodzi jakaś pani z dzieckiem i przewodniczka informuje nas:

- Sorry, w tym momencie zostały juz tylko dwa miejsca.

Odchodzimy. Jedziemy jeszcze pod sam kościół w nadziei, że uda nam się przyłączyc do jakiejś wycieczki, że może ktoś zrezygnuje, ale na próżno. Może gdybyśmy stali tam pół dnia, ale szkoda czasu... Trudno, świat się przecież jutro nie kończy i może kiedyś jeszcze będziemy mieć okazję...

A teraz od początku...

Byłem mile zaskoczony wielkością krakowskiego dworca lotniczego, który zdecydowanie przewyższał znane mi jego dopowiedniki w Gdańsku i Wrocławiu. Żeby jednak nie było zbyt słodko, podkreślę paskudną manierę używania w lotniskowych kawiarenkach plastikowych kubeczków do wszytkiego. Rozumiem to w przypadku zwykłych napojów orzeźwiających. Nawet podawanie w nich piwa gotów jestem zaakceptować, chociaż na pewnym poziomie po prostu nie wypada. Natomiast kiedy w barku pełnym rozmaitych lepszych alkoholi serwuje się gin, whisky albo rum (żądając około dwudziestu złotych za drink) w takiej plastikowej ohydzie to już zakrawa na skandal. Czyżby słynna krakowska oszczędność? Tylko co z krakowską elegancją?

Wylądowaliśmy w Bergamo, skąd autobus dowiózł nas pod budynek głównego dworca kolejowego w Mediolanie. Ten zachwycił nas od pierwszego wejrzenia. Potężna bryła budowli przypomina trochę monumentalne gmachy charakterystyczne dla systemów totalitarnych. I rzeczywiście – data na frontonie: rok 1931 wskazuje na czas kiedy faszyzm stawał się jedynie słuszną ideologią. Funkcjonalność dworca połączona z jego pięknymi wnętrzami robią ogromne wrażenie. Przyjeżdżaliśmy tam podczas naszej wycieczki kilkakrotnie, zawsze z przyjemnością przechadzając się po wzdłuż i wszerz zanim wróciliśmy do położonego nieopodal naszego hotelu.

W sobotnie popołudnie z powodu odbywającej się mszy nie mogliśmy zwiedzić wnętrza katedry, ale za to wybralismy się na jej dach. Słyszałem wcześniej o takiej mozliwośći, lecz rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Myślałem, że po prostu wyjedziemy na górę, by popatrzeć w dół na miasto, jak to zazwyczaj się dzieje przy rozmaitych wjazdch na wieże i tym podpobne punkty widokowe. Tymczasem ów dach był atrakcją samą w sobie. Prawdziwy labirynt przejść wśród gęstwiny przebogato zdobionych łuków, zwieńczonych wieżyczkami z figurami świętych, aniołów a także rozmaitych maszkaronów. 

Mediolan 02

Mediolan 04

Na najwyższej wieży stoi pozłacana figura Madonny. 

Mediolan 07

Każdy z tych detali można byłoby przez długie minuty odkrywać z osobna. Idę o zakład, że ani my, ani żaden inny przeciętny turysta nie jest w stanie ogarnąć choćby ćwierci wszystkich znajdujących się tam rzeźb. 

Mediolan 10

Mediolan 08

A widoki? Też przepyszne oczywiście.

Mediolan 03

Mediolan 06

Mediolan 05

Fajnie też jest tak po prostu posiedzieć na szczycie dachu trzeciej co do wielkości katedry w Europie.

Mediolan 09

Jeżeli chodzi o Piazza del Duomo to największą niespodzianką było dla mnie istnienie tuz obok katedry słynnej galerii handlowej Vittorio Emanuele II.. Wydawało mi się, że ten charakterystyczny pasaż zwieńczony szklanym dachem, mający już blisko sto pięćdziesiąt lat znajduje się gdzieś dalej, w handlowej dzielnicy. Tymczasem sklepy i Corso de Buenos Aires sobie, a prekursor wspólczesnych malli jest perełką stanowiącą eleganckie wyjście z placu katedralnego.

Mediolan 01

My poszliśmy jednak bokiem, zostawiając sobie zwiedzanie galerii na poniedziałek, kiedy zamkniete będa muzea. Zrobiliśmy sobie spacer w kierunku Zamku Sforzów. Po drodze jednak zahaczyliśmy o La Scalę. I tu znów rzeczywistość zderzyła się z wyobrażeniami. Plac o tej samej nazwie zamiast ogrmnego budynku zamykała fasada dwupiętrowego pałacyku. 

Mediolan 11

Już nawet jedno wejść do galerii Vittorio Emanule II najdujące się na tym placu, czy pomnik Leonarda da Vinci przykuwały większą uwagę niż ów niepozorny budynek mieszczący wewnątrz bodaj najsłynniejsza scenę świata. 

Mediolan 12

Było za późno, by dostac się do wnętrza tego samego dnia, ale zamierzaliśmy przyjść tam w poniedziałek. Liczylismy po cichu., że uda nam się załapać na jakieś przedstawienie i rzeczywiście, grano jakiś koncert w niedzielę, lecz była to impreza zamknięta. Ogólnodostepne przedstawienie dawano dopiero w następny piątek. Zakończyliśmy więc ten dzień przy Zamku Sforzów, przed powrotem do hotelu delektując się włoskimi lodami w pobliskiej kafejce.

W drodze powrotnej wpadliśmy jeszcze na chwilę na Piazza del Duomo, gdzie pstryknąłem kilka wieczornych fotek.

Mediolan 15

Mediolan 16

Mediolan 18

Aha, muszę jeszcze dodać, że chyba najbadziej zdziwiły mnie w Mediolanie... tramwaje. Obok ultranowoczesnych składów jeżdżą tam sobie wagony z lat tak na oko trzydziestych albo czerdziestych. Nie jeden albo dwa składy turystyczne, ale najnormalniejsze w świecie, swiadczące regularną służbę pojazdy. Pogratulować jakości.

Mediolan 13

Mediolan 14

Mediolan, 13.06.2010; 23:30 LT

sobota, 12 czerwca 2010
W Ilawie pociag zatrzymal sie na dobre. Nikt nie potrafil powiedziec kiedy ruszymy. To skutki nawalnicy, ktora przeszla w okolicach Dzialdowa. Kilkuminutowa wichura powyrywala drzewa z korzeniami. Te zas zerwaly trakcje elektryczna. Po kilkudzisieciu minutach przez dworcowe megafony podano informacje, ze do Warszawy pociag pojedzie trasa okrezna przez Olsztyn. Jednak sklad jak stal tak stal. Plotki rozprowadzane przez pasazerow mowily o zalanych wskutek ulewy peronach na dworcu w Olsztynie. Niedlugo potem oficjalnie poinformowano, ze pociag jednak pojedzie oryginalna trasa. Do tego czasu atmosfera zdazyla juz zamienic sie w wkacyjny piknik. Mnostwo ludzi opuscilo wagony i wyleglo na peron. Niektorzy przynosili z dworcowego baru przekaski i napoje. Ktos zaczal grac na gitarze. Ja liczylem czas do odlotu i blogoslawilem decyzje o wczesniejszym wyjezdzie. Gdybym jechal "na styk", juz byloby po lotach. Mialem jeszcze w zanadrzu asa w rekawie w ppstaci pociagu eurocity z Warszawy do Krakowa odjezdzajacego ze stolicy o O7:15. Jechal on do Krakowa dwie i pol goodziny zamiast blisko szesciu jak to bylo w przypadku "mojego" pociagu. Wazne bylo wiec by przede wszystkim dotrzec do Warszawy przed siodma. W koncu konduktorzy zaczeli wzywac ludzi do wejscia z powrotem do wagonow i wkrotce ruszylimy. Porosilem konduktora by obudzill mnie w Warszawie (jechallem kuszetka) abym mogl zadecydowac czy wysiadac by przesiasc sie na eurocity, czy tez kontynuowac podroz spiac w lozku.. Uznalem, ze dead line stanowic powinna godzina 04:00. Kiedy mnie obudzil na dworcu Warszawa Wschodnia, byla O3:10. Podziekowalem i odwrocilem sie na drugi bok. Wygladalo na to, ze o ile nic sie nie wydarzy, dojedziemy do Krakowa na wpol do dziesiatej. I tak sie tez stalo. Czternascie i pol godziny zajela mi ta podroz. Samolotem dolecialbym w tym czasie do Buenos Aires albo i dalej. Dzis wystarczyly nam dwie, by z Krakowa dotrzec do Mediolanu. 
Mediolan, 12.06.2010; 16:05 LT
piątek, 11 czerwca 2010
Trzy dni w Mediolanie. Lecimy z Paulina. Z Krakowa. Caly lot to pikus w porownaniu z wzywaniem jakim jest jazda pociagiem. Podroz z Gdanska do Krakowa ma trwac ponad 11 godzin. I tak niezle, bo nastepny pociag potrzebuje na pokonanie tej trasy godzin trzynascie. Dlatego aby zdazyc spokojnie na samolot o 13:00 musialem wyjechac juz o 19:00. Pociag nie spieszy sie zbytnio. Juz we Wrzeszczu mial okolo 10 minut opoznienia i stopniowo je powieksza. 
Miedzy Malborkiem a Ilawa, 11.06.2010; 21:10.
 
1 , 2 , 3