Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
sobota, 10 maja 2014

Moi Drodzy,

Ponad rok temu, w kwietniu 2013 roku przeniosłem „Moją Szufladę” na platformę Blog.pl. Przez ten czas, aby nie utrudniać życia wiernym czytelnikom, dublowałem wpisy, publikując je wciąż także na dotychczasowej platformie. Wydaje mi się jednak, że minęło już wystarczająco dużo czasu, aby przyzwyczaić się do nowego adresu. Dlatego kolejnych „dubli” tutaj już nie będzie. Zapraszam Was wszystkich na nowy, istniejący od roku adres:

www.mojaszuflada.blog.pl

Dziękuję Wam blisko dziesięcioletnią obecność w tym miejscu, za czterysta trzydzieści siedem tysięcy unikalnych odsłon (razem z odsłonami pod nowym adresem daje to w sumie ponad sześćset tysięcy). Mam nadzieję, że zechcecie zagladać do „Mojej Szuflady” również na nowym miejscu.

Gdyby ktoś chciał na bieżąco otrzymywać powiadomienia o każdym nowym wpisie, zapraszam do odwiedzenia tego bloga na Facebooku

Dajcie tam „lajka”, a będziecie otrzymywać u siebie link do każdej nowej opowieści.

Jeszcze raz dziękuję za Wasze wizyty tutaj i... do zobaczenia.

Sopot, 10.05.2014; 17:00 LT

Tak dotarliśmy do Pałacu Szachów Szyrwanu. To jeden z najcenniejszych zabytków tego kraju. Oczywiście o tej porze mogliśmy jedynie spojrzeć na niego przez pręty bramy, ale nie mielismy z tego powodu jakichś szczególnych wyrzutów sumienia. Jak stwierdziliśmy na poczatku – wszystkiego w tak krótkim czasie zobaczyć się nie da i należy z tym się pogodzić.

B121

Cały wpis tutaj

W końcu znaleźliśmy pusty parking, przy którym znajdował się końcowy przystanek t.zw. marszrutki, czyli autobusu dojeżdżającego tu z Baku. Sam ten przystanek, położony pośrodku niczego, z przeraźliwie zniszczoną wiatą i niewiele lepiej wyglądającym, „odpoczywającym” przed kolejnym kursem autobusem, to temat na reportaż. Od razu przypomniał mi się Kapuściński i jego „Heban”, w którym opisywał podróż autobusem w egzotycznej Afryce.

B 109

Cały wpis tutaj

piątek, 02 maja 2014

No to jedziemy. Jeszcze dwadzieścia metrów do szczytu. Stromo. Dzięsięć metrów, pięć... Co będzie za tą krawędzią? Boże, aż chciałoby się zamknąć oczy! Krawędź! I... szok! Wyjecahliśmy na rozległy, płaski jak stół szczyt. Na owym płaskowyżu było mnóstwo miejsca by swobodnie zaparkować, a w jego centralnej części wznosiły się całe łańcuchy błotnych wulkanów o wysokości od kilkudziesięciu centymetrów do klku metrów

B91

Cały wpis: tutaj