Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
poniedziałek, 22 kwietnia 2013

- Weźmy taksówkę! – zaproponowałem zdesperowany.

- Taksówką wcale nie będzie szybciej – zaoponował Mój Anioł. Poczekajmy te piętnaście minut. W pociągu pomyślimy co dalej.

W pociągu, bo musieliśmy ochłonąć trochę, by zacząć myśleć racjonalnie. Podmiejska kolejka na lotnisko odjeżdżała o 19:02, a o 19:50 zaczynał się boarding na nasz lot. Musieliśmy dojechać na lotnisko, zmienić terminal, przejść przez sterfę kontroli bezpieczeństwa i na koniec dotrzeć do właściwej bramki. Jeśli się nie uda, cały nasz wypad do Peru szlag trafi… Że też zachciało nam się łazić po tej Barcelonie!


Pełny wpis...

środa, 17 kwietnia 2013

 

Żywot takich ofert w sieci zazwyczaj jest bardzo krótki. Nie było więc czasu na zastanawianie się, co będziemy zwiedzać oraz jak długo.  Zbliżający się koniec roku sprzyjał planowaniu urlopów na następne dwanaście miesięcy, więc to był jeszcze jeden argument za.

- Lecimy?

- Lecimy!

- Dobrze! Trasę po Peru wytyczymy potem.

Pełny wpis...

Sopot; 17.04.2013; 20:00 LT

sobota, 13 kwietnia 2013

Wkrótce ogromna tablica z napisem „Bucuresti” została za naszymi plecami i znaleźliśmy się na autostradzie. Była to prosta jazda „na krechę” przez równiny, aż do Pitesti. Tam wraz z końcem autostrady zakończył się również komfort i wjechaliśmy w góry. To ten południowy odcinek Karpat – pasma górskiego biegnącego niczym odwrócona litera „c” z Polski przez Ukrainę do Rumunii. Zaczęły się serpentyny.

Pełny wpis pod adresem:  www.mojaszuflada.blog.pl

Szczecin, 13.04.2013; 23:40 LT

niedziela, 07 kwietnia 2013

Pomimo dostojnego wieku stolicy Francji, cmentarz Pér Lachaise jest wobec niej stosunkowo młody. Jego sława jako nekropolii skupiającej znanych artystów i myślicieli rozpoczęła się dopiero za czasów Napoleona, czyli raptem jakieś dwieście lat temu. W skali Europy to niewiele.

Jest kilka innych cmentarzy w Paryżu, na których spoczęły doczesne szcątki znanych osobistości, lecz ja zawsze chodzę na Pér Lachaise. Może dlatego, że Chopin, i że Piaf...

Na trzeci dzień zaplanowalismy więc sobie spacer pomiędzy grobowcami, a późne popołudnie mielismy spędzić w Luwrze, korzystając, że w piątki muzeum otwarte jest aż do dwudziestej pierwszej.  Bez żadnej przesiadki, linią metra biegnącą przez Montmartre i potem na południe dojechaliśmy pod sam cmentarz. W pobliskim kiosku zaopatrzylismy sie w plan, na którym zanznaczono wszystkie ważniejsze groby, Warto odżałować dwa euro na tę mapkę, bo po pierwsze według planu zwiedza się szybciej, a po drugie można łatwo zaplanować trasę i skupić się na tym, co chce się zobaczyć. My tak zrobiliśmy i zaczęliśmy od Fryderyka Chopina.

Przed grobem naszego najsłynniejszego kompozytora nigdy nie brakuje świeżych kwiatów. Nie brak też biało-czerwonych akcentów.

Nie Chopin jednak, nie Molier ani nawet nie Piaf, której w ostatniej drodze towarzyszyło czterdzieści tysięcy wielbicieli wzbudzlali najwieksze zaintersowanie. W przeciągu kliku minut dwie osoby spytały nas jak trafić do miejsca, gdzie spoczywa wokalista The Doors, Jim Morrison. Rzeczywiście, nawet jeśli jest się blisko, trudno się zorientować ponieważ jego skromny nagrobek „upchnięto” gdzieś pomiędzy wysokimi grobowcami. Barierki odgradzają go od wielbicieli, którzy gotowi byliby manifestować swoje przywiązanie do jego utworów w sposób nie zawsze wyważony.

Od grobów Chopina i Morrissona do Piaf nie sposób było nie przejść przez najstarszą, dziewiętnastowieczną część cmentarza, z wysokimi grobowcami oraz licznymi rzeźbami. Uwielbiam spacery takimi właśnie alejami, z których spoglądają pokryte patyną zielonkawych porostów rozmaite postacie. I nieważne wtedy kto tam leży. Liczy się pełna zadumy o przemijaniu atmosfera, sprzyjająca wyciszeniu.

Przemijają zresztą nie tylko ludzkie szczątki. Równiez i to, co miało „na wieki” znaczyć miejsce ich pochówku. Czas obchodzi się okrutnie z pomnikami, które nie miały wcześniej szczęścia do konserwacji.

Z przewodnika dowiedzielismy się, że na Pér Lachaise spoczywa około sześćdziesięciu Polaków. Świadomie skierowalismy się tylko do grobu Chopina, ale i tak co parę minut natykaliśmy się na polskie ślady. Czasem była niepozorna tablica na niewielkim pomniku...

Innym razem pokryte zielonym nalotem polskie słowa modlitwy nad francuskojęzyczną inskrypcją.

A jeszcze gdzieś indziej trafiliśmy na odnowiony niedawno grób naczelnego prokuratora Senatu, który przede wszystkim przykuwał uwagę dwustuletnią polszczyzną.

Wkrótce doszliśmy do południowo-wschodniego narożnika, który zdominowąły znacznie mniejsze, typowe nagrobki z drugiej połowy XX wieku. Tam wyrózniał się pomnik ku czci Francuzów zamordowanych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych.

Nieco wyżej spoczywa w rodzinnym grobie Edith Piaf. Jak zwykle w wazonie znajdował się bukiet świezych róż.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o grób Oscara Wilde’a. Pamietam z ostatniej wizyty, że cokół pomnika był niemal w całości obcałowanyZastanawiałem się, co takiego uczynił ów Irlandczyk, że po śmierci został w tak szczególny sposób wyróżniony. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że ów szczególny sposób manifestacji nie miał większego związku z twórczością pisarza. Ot po prostu jedna z wielbicielek ucałowała kiedyś cokół, potem następna, a potem potoczyło się już jak lawina. Do tego stopnia, że ucałowanie grobu stało się niemal żelaznym punktem zwiedzania jeśli nie Paryża, to juz na pewno cmentarza. W szminkach zaś znajdowąły się jakieś związki chemiczne, które destrukcyjnie wpływały na kamień. Coś w tym musi być, ponieważ nawet teraz, po oczyszczeniu, widać w niektórych miejscach ślady ust. Szminka została wyszorowana, lecz struktura kamienia została „nadgryziona”. Oscar Wilde, podobnie jak Jim Morrison spoczywa obecnie za barierkami, osłonięty dodatkowo przed natrętami wielkimi, szklanymi taflami.

Obejrzelismy jeszcze i Ogród Pamięci, i ściany z urnami, i grób Balzaca, i jeszcze parę innych, by w końcu wyjść na ulicę i wtopić się w jej zgiełk. W pobliskiej kawiarence usiedlismy by napić się kawy i uporządkować myśli przed wielkim logistycznym wyzwaniem, jakim jest zwiedzanie Luwru.

Gdańsk, 07.04.2013; 02:00 LT

sobota, 06 kwietnia 2013

Czas płynie błyskawicznie. To już osiem lat jak nie ma Go z nami. Przeminął kolejny pontyfikat. Po Benedykcie XVI, nastał czas Franciszka I, a wydaje się, że tak niedawno Jan Paweł II był z nami, pielgrzymował po świecie i tak ujmował swą bezpośredniością wiernych, że ci krzyczeli „santo subito” kiedy umarł.

W tym roku po raz pierwszy nie byłem pod pomnikiem punktualnie o 21:37. Dojechaliśmy tam z Pauliną dopiero kilka minut po dwudziestej trzeciej. Setki zniczy świadczyły, że 2 kwietnia, to wciąż jest ważna data, chociaż nie znaczona takim morzem płomyków jak bywało krótko po Jego odejściu.



Sopot, 06.04.2013; 1550 LT

 
1 , 2