Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
czwartek, 26 kwietnia 2012

Rzutem na taśmę krótko przed dwudziestą zdążylismy. Na Targu Węglowym eksponowano Puchar Henri Delaunaya (pomysłodawcy rozgrywek o mistrzowstwo Europy)  – główne trofeum rozpoczynającego się wkrótce turnieju Euro 2012.

Puchar 02

To niezwykłe, by ów obiekt marzeń wszystkich piłkarzy Starego Kontynentu, rozpalający do białości meczowe emocje wśród kibiców móc obejrzeć zupełnie z bliska. Doskonały pomysł, by udostepnić go oczom t.zw. przeciętnego człowieka. Dzięki temu mogłem n.p. obejrzeć wygrawerowane na odwrocie nazwy zespołów, które ów puchar zdobyły. Zaskoczyło mnie, że nie była to jakaś wyrafinowana kaligrafia, mistrzostwo sztuki grawerskiej, lecz wybite niemal jak sztancą niewielkie, proste literki n.p. 2008 SPAIN. Szkoda, że po odczekaniu swojego w kolejce nie można było go z bliska obfotografować. Za ostatnią barierką jedyne dozwolone zdjęcia to były te wykonywane każdemu odwiedzającemu aparatem organizatorów. Mozna je potem ściągnąć z internet, logując się na specjalnej stronie otrzymanym kodem.

Puchar 03

Osoba,która jako dwa tysiące dwunasta zrobiła sobie zdjęcie, została uhonorowana biletem na mecz. Na naszych oczach, bo zupełnie przypadkiem znaleźlismy się gdzieś około miejsca dwa tysiące trzydziestego. Gdybysmy przyszli tam kilka minut wczesniej...

Nad wszystkim górowała dmuchana kopia pucharu w postaci ogromnego balonu.

Puchar 04

Obecność pucharu i rozkręcajaca się powoli imprezowa aktywność uświadomiły mi, że turniej już niebawem, na wyciągnięcie ręki. Już tylko półtora miesiąca... Ekspozycja w Gdańsku to drugi przystanek na trasie t.zw. Trophy Tour – siedmiu miast w Polsce i tylu samo na Ukrainie. Na jej zakończenie, 26 maja, puchar dotrze do Odessy. Potem zaś rozpocznie się już naprawdę ostatnie odliczanie.

Gdańsk; 25.04.2012; 23:45 LT

niedziela, 22 kwietnia 2012

Mój poprzedni wpis o podróży do Szczecina, a konkretnie o niemożności wydostania się z lotniska pod Goleniowem  sprowokował dyskusje na kilku forach internetowych. Może ktoś odpowiedzialny za obecną sytuację dotrze do nich i spowoduje, że przynajmniej jakiś minibus będzie kursować między Szczecinem a lotniskiem w okolicy przylotu i odlotu poszczególnych samolotów.

Póki co nic się nie zmieniło. Nauczony doświadczeniem szukałem innych możliwości:

1.       Interglobus – z tą linią (a ściślej z „Atlas Transfer”, która się z nią połączyła) jeździłem często na lotnisko w Berlinie. Może więc do Goleniowa też pojadą?

- Do Goleniowa na samolot OLT Express? Nie, nie jeździmy. Nie mamy podpisanej umowy – oznajmiła mi Pani zajmująca się rezerwacją biletów.

2.       „FF”, busy kursujące na trasie Nowogard – Szczecin. Lotnisko leży przy tej trasie, więc moż któryś zboczy, żeby zabrać dodatkowego pasażera?

- Dam Panu numer do kierowcy. Jak Pan wyląduje to proszę zadzwonić. Jeśli będzie mieć wolne miejsce, to zabierze Pana.

- A nie można zarezerwować miejsca już dziś, żebym miał pewność, że mnie zabierze? – pytałem w piątkowe popołudnie.

- Nie. Nie ma takiej opcji.

3.       Szczecińskie „Taxi 4 You”

- Kurs z lotniska kosztuje około 140 złotych – poinformowała mnie dyspozytorka.

Hm, taniej niż taksówki stojące przed terminalem, ale bardzo niewiele. Próbuję więc szczęścia w wypożyczalniach.

4.       Avis.

- Najtańszy samochód kosztuje 289 zł za dobę.

- W takim razie dziękuję, nie skorzystam. To miała być alternatywa dla taksówki

Pamiętam jednak, że w internecie ogłaszała sie inna firma. "Centrum" - oferowali samochdy po 75 zł za dobę.

5.       Wchodzę na stronę tej zdecydowanie najtańszej firmy. Podaję dane i wyskakuje mi oferta:
- cena wypożyczenia samochodu       75 PLN

- przygotowanie samochodu                50 PLN

- odbiór na lotnisku                                85 PLN

- zdanie w mieście przy dworcu PKP  75 PLN

Razem:    285 PLN

No i niech ktoś powie, że podróze nie kształcą. Nigdy bym nie przypuszczał, że od ceny wyjściowej, podawanej w reklamach, drobnym druczkiem mozna dojść do kwoty niemal czterokrotnie wyższej. Myślę, że autor owej kalkulacji niepotrzebnie zatrzymał się w pół drogi. Mógł pójść na całość i zamiast po 75 zł, oferować samochody po 5 zł, a pozostałe 70 zł potraktować w kalkulacji jako n.p. amortyzacja, dodatek drożyźniany, przeglądowe, albo jeszcze coś innego. Nie chodzi przecież o nazwę, bo w sumie i tak wyjdzie na to samo, ale o fakt „promocji”. O ile więcej klientów by mieli, gdyby oferowali auto za piątaka.

6.       Bez większej wiary zadzwoniłem do Hertza.

- Najtańsze auto? Może być Reanult Clio. 170 złotych za dobę.

To już jest cena porównywalna z taksówką, a przynajmniej auto posłuży mi do niedzieli. Decyduję się. Podaję lot, którym przylecę.

- Dobrze, będziemy czekać.

- Czy coś jeszcze podać?

- Nie, wystarczy Pańskie nazwisko. Do zobaczenia po wylądowaniu.

I tak zorganiozowawszy sobie dojazd do Szczecina, w strugach deszczu opuszczałem Gdańsk w sobotni poranek.

Gdansk Terminal 2 (11)

Tym razem w samolocie było piętnastu pasażerów. Podróż równie przyjemna jak poprzednio. Uprzejmy pan przy odprawie biletowo-bagażowej zapytał czy życze sobie miejsce przy oknie, czy przy korytarzu, a kiedy odrzekłem, że przy oknie, spytał czy wolę w przedniej, czy tylnej części samolotu. Szok! Podczas lotu kawa, herbata, zimne napoje, malutki rogalik na przekąskę. Nawet pogoda się poprawiła. Lądowaliśmy w pełnym słońcu.

Szczecin-Goleniow Airport (11)

W  budynku terminala biuro Hertza tym razem otwarte. Uprzejma pani wita mnie z uśmiechem.

- Mam dla pana dobrą wiadomość. Otrzymuje pan samochód w jeszcze korzystniejszej cenie: 149 zł.

- Dziękuję. To bardzo miłe.

- Samochód jest nowy. Powinno się więc jeździć dobrze. Zda go pan w niedzielę w punkcie miejskim. Proszę zaparkować przed naszym biurem, a kluczyki i dowód rejestracyjny wrzucić do wrzutni w drzwiach.

Tearz już nie mam wątpliwości, że jest to zdecydowanie lepsza opcja niż taksówka. Szkoda tylko, że ciągle jest się skazanym na podobny poziom cenowy: niecałe sto złotych za lot z Gdańska, a półtorej stówki za wydosatnie się z lotniska.

W pociągu Szczecin – Gdynia; 22.04.2012; 19:45 LT

niedziela, 15 kwietnia 2012

Pamiętam taką scenę ze zrealizowanego w 1973 roku fimu „Wniebowzięci”, kiedy to grający główne role Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz lecą samolotem z Warszawy do... Koszalina. Potem z lotami było już tylko gorzej. Monopol LOT-u sprawił, że połaczenia ograniczono tylko do największych krajowych lotnisk. Oczywiście były to tylko połączenia z Warszawą. Bezpośrednie loty pomiędzy innymi miastami były rzekomo nieopłacalne chociaż nie chciało się wierzyć, że nie znajdą się chętni do podróży n.p. z Gdańska do Krakowa. Oczywiście za rozsądną cenę.

Trzeba było otwarcia nieba nad Polską by kropla konkurencji zaczęła drążyć skałę konserwatywnego monopolu. Kilka nieśmiałych prób przełamania przestarzałej siatki połaczeń zakończyło się niepowodzeniem.  W końcu, w 2011 roku  „Eurolot” ruszył z kampoanią „Międzymiastowy” oferując pod tym hasłem połączenia z pominięciem Warszawy na najdłuższych polskich trasach. Loty miały być niedrogą alternatywą dla wlokących się niemiłosiernie pociągów. Niestety, pula tanich biletów była stosunkowo niewielka. Ilekroć próbowałem zarezerwować jakiś lot oferowane ceny okazywały się dużo wyższe niż te z reklam.

Prawdziwy przełom w karjowej komunikacji lotniczej dzieje się własnie na naszych oczach. Od kwietnia 2012 roku OLT Express uruchomił siatkę połączeń pomiedzy wszystkimi wiekszymi miastami w Polsce. Przesiadki w Warszawie przestały być konieczne. Ba! Promocyjne ceny biletów (99 zł) okazały się hitem i nie była to efemeryda w postaci kilku czy kilkunatu szybko rezerwowanych miejsc, lecz gwarantowana w najniższej cenie połowa biletów. Nie było też ukrytych kosztów jak to często jest w przypadku tanich linii kiedy wyjściowa, przyprawiająca o zawrót głowy cena n.p. 30 zł szybko przez dodatkowe opłaty (niekonieczne, ale też trudne do uniknięcia jeśli chce się podróżować w miarę normalnie) windowana zostaje na poziom wcale do tanich nie należący. Zawsze czuję się trochę nabity w butelkę podróżująz Wizz Air lub Ryan Air, że płace wcale niemałe pieniądze, a i tak czytając oraz słuchając na okrągło o wszystkich restrykcjach, do których pod groźbą kolejnych dopłat muszę się dostosować, czuję się tak jakby ten operator wyrządzał mi łaskę wpuszczając na pokład. Oddajmy jednak tym liniom ich niepodważalne zasługi w przełamaniu monopolu na loty zagraniczne. Gdyby nie one, nie byłoby tylu połaczeń, ożywienia krajowych lotnisk oraz szalonych promocji oferowanych przez normalne linie.

I tak w sobotę po raz pierwszy w  zyciu mogłem polecieć samolotem z Gdańska do Szczecina.

OLT Express 01

Do tej pory, żeby dojechać do Szczecina w sobotnie południe, musiałem wstawać o wpół do piątej rano, żeby zdążyć na dworzec do Gdyni, skąd o 06:30 odjeżdżał pociąg docierający na miejsce o 11:30. Pomijam odwieczne kłopoty z czystością oraz ogrzewaniem w wagonach. Za przejazd na tej trasie w starym, pamietającym chyba jeszcze towarzysza Gierka wagonie I klasy PKP żąda 91 złotych. Dopłacam więc osiem złotych i zamiast wstawać o świcie wysypiam się normalnie, o dziewiątej rano wychodzę z domu i odprawiam się na lot o 10:30. Planowy przylot 11:30, tak samo jak PKP (w rzeczywistości sobotni samolot wylądował o 11:19).

W sobotę przy okazji zauważyłem, że opisywane przeze mnie niedawno krotkie lady przy bramkach kontroli bezpieczeństwa zaczęły być wydłużane. Jeszcze nie wszystkie, ale częśc z nich już jest dłuższa. To tak z kronikarskiego obowiązku.

Z ciekawością wsiadałem do samolotu. Co to jest ten OLT Express? Tania linia? W tanich liniach nie ma przydzielanych miejsc, a tutaj na karcie pokładowej miałem wyraźnie wskazany mój fotel. Nie trzeba się przeciskać, żeby zająć lepsze miejsce.

OLT Express 02

Drugie zaskoczenie to poczęstunek na pokładzie. Miłe, że na tak krótkiej trasie przewoźnik oferuje nie tylko wodę oraz soki, ale także ciepłe napoje, a do tego mała przekąska w postaci ciasteczka. Przebili LOT!

OLT Express 04

Leciało się fajnie, lecz niepokoiła mnie jedna rzecz. Jak długo utrzyma sie to połączenie? Kilka lat temu SAS uruchomił połączenie Szczecina z Kopenhagą. Upadło. Lufthansa do swojej siatki połączeń z polskimi miastami urchomiła loty na trasie Szczecin – Monachium. Ktoś znajomy opowiadął mi, że leciał tamtym samolotem i na pokładzie było... trzech pasażerów. Niedługo potem połączenie zostało zawieszone. Wczoraj dowiedziałem się, że Eurolot nie lata już ze Szczecina do Rzeszowa, chociaż to najdłuższa w Polsce trasa, a podróż pociągiem na niej zajmuje kilkanaście godzin. Coś złego dzieje się ze szczecińskim lotniskiem. Oczywiście bliskość Berlina i bogatej oferty tamtejszych przewoźników nie pomaga w jego rozwoju, ale na takie lokalne połączenia popyt być powinien. Czkawką odbija się zapewne zapaść miasta nieudolnie zarządzanego po transformacji ustrojowej. W każdym razie wygląda to na samonakręcający się splot skutków oraz przyczyn. Niewielka aktywność gospodarcza i turystyczna przekłada się na małe zainteresowanie podróżami w tym kierunku, a z kolei wynikająca z tegi uboga oferta połączeń odstrasza potencjalnych inwestorów oraz turystów. Nawet tak zdawałoby się oczywisty cel jak turystyczne loty nad Bałtyk kuleje i właśnie zaczyna przegrywać z połączeniami polskich przewoźników do... niemieckiego Herringsdorf, leżacego niemal po sąsiedzku ze Świnoujściem, więc wygodniejszego. Jeżeli władze Zachodniopomorskiego oraz zarządzający lotniskiem nie zrobią nic by powalczyć o turystów, ci sami do nich nie przylecą.

OLT Express 05

Jaka to róznica w porównianiu z Gdańskiem! OLT Express ma w najbliższym czasie poinformować o planowanych nowych połączeniach zagranicznych, ale w magazynie pokładowym znalazłem już wydrukowane przynajmniej część z nich. Wygląda więc na to, że wkrótce można będzie polecieć z Trójmiasta ich samolotami do Berlina, Hamburga, Bremen, Brukseli i Pragi. Tymczasem w samolocie do Szczecina leciało trzynascie osób. Zajęta była więc zaledwie jedna czwarta foteli. Nie wykupiono nawet pięćdziesięcioprocentowej puli tych najtańczych.

Wkrótce maszerowąłem już po płycie lotniska do kosmicznej bryły budynku szczecińskiego portu lotniczego.

OLT Express 07

OLT Express 06

Nad drzwiami wyjściowymi z terminalu wisiał powitalny baner.

OLT Express 09

Wyszedłem i... konsternacja. Nie widzę żadnego autobusu ani nawet przystanku. Stoi jedynie kilka taksówek.

Wracam do budynku i pytam w informacji i jakiś autobus do miasta.

- Nie ma – odpowiada uprzejmy skądinąd pan.

- Jak to? – pytam zdumiony – to jak dostać się do Szczecina?

- Tylko taksówką.

- Ile kosztuje?

- Sto pięćdziesiąt złotych. Wie Pan, to czterdzieści kilka kilometrów.

Wychdodzę raz jeszcze aby zebrać myśli. Wokół las. Wygląda na to, że mogę tym samolotem przylecieć co najwyżej na grzyby. I nagle olśnienie. Wypożyczlania samochodów! Zamiast płacić sto pięćdziesiąt złotych za taksówkę lepiej za podobną cenę (a może taniej) wypożyczyć samochód. Przynajmniej będę mieć przez cały czas środek transportu w Szczecinie. Znów wchodzę do budynku terminalu. Widzę znajome loga wiodących firm oraz... pustki w ich biurach.

OLT Express 11

OLT Express 10

OLT Express 12

Avis dawał jeszcze jakąś nadzieję. Podniosłem słuchawkę telefonu, o którym wspominała pozostawiona w okienku instrukcja, po czym usłyszalem głos automatycznej sekretarki: „tutaj numer.... po usłyszeniu sygnału nagraj wiadomość”

Niech to szlag! Jeszce raz pytam w informacji, czy nie wie coś o wypożyczlniach.

- Niestety nieczynne. Wie Pan, mało lotów...

Rzeczywiście, następny samolot wyląduje dopiero wieczorem.

OLT Express 08

- Może pan pojechać taksówką do Goleniowa. Zawsze to taniej – radzi pan w informacji – Tam może pan łapać jakiś pociąg do Szczecina.

Kurczę, nie po to wybrałem samolot zamiast pociągu, żeby teraz tłuc się taksówką do pobliskiego miasta i stamtąd kontynuować podróz pod skrzydłami PKP. Czterdzieści minut samej jazdy plus dojazd na dworzec taksówką oraz nie wiadomo ile oczekiwania na pociąg.

W końcu, nie mając innej alternatywy, wsiadam do taksówki i jadę za półtorej stówki do Szczecina. Jestem wściekły bo dociera do mnie cały bezsens podróży samolotem do tego miasta. 99 złotych za bilet na samolot, po to by na koniec musieć wybulić półora raz tyle aby wydostać się z lotniska!

Czytałem niedawno o kłopotach lotniska, że przychody niewielkie i.t.d. Prowincjonalność Szczecina bijąca z żałośnie ubogiej tablicy przylotów powinna dać coś do myślenia władzom Szczecina oraz województwa. Tymczasem odnoszę wrażenie, że wszyscy odpowiedzialni za rozwój ruchu lotniczego na szczecińskim lotnisku mają pasażerów w głębokim poważaniu. Zresztą, co się będę bawić w eufemizmy. W jakim poważaniu? W dupie mają po prostu. W dupie! Jak cię stać na podróz samolotem to bierz taksówkę i nie zawracaj głowy autobusami.

Same linie lotnicze nie wystarczą. Mogą otwierać nie wiadomo jakie połączenia, lecz jeśli ludzie nie będą mogli dojechać na lotnisko, ani z niego wrócić, wszystko traci sens. Lotnisko Szczecin jest szczecińskie tylko z nazwy. Równie dobrze mogłoby się nazywać Koszalin, Piła albo Gorzów. Z tamtymi miastami nie jest skomunikowane tak samo jak i ze Szczecinem, więc róznica żadna.

OLT Express 13

Najbardziej mi głupio, że w euforii nowych możliwości zabukowałem sobie od razu bilet do Szczecina również w przyszły weekend. Jeżeli nic się nie zmieni to będzie pewnie mój ostatni lot do Szczecina. Ilu będzie mi podobnych? A tęgie głowy będą myśleć dlaczego to, co tak świetnie rozwija się w innych miastach, nie udaje się tutaj.

Szczecin; 15.04.2012; 11:00 LT

środa, 11 kwietnia 2012

Doczekalismy się. W piątek został otwarty dla pasażerów Terminal 2 gdańskiego lotniska. Oddany przed pietnastu laty do użytku Terminal 1, przepełniony do granic możliwości wreszcie miał przestać być wątpliwą wizytówką Trójmiasta.

Lecąc do Goeteborga miałem okazję skorzystać z nowego budynku dworca lotniczego zaledwie w kilka dni po otwarciu. I muszę przyznać, że jest to zupełnie nowa jakość. Budynek z zewnątrz prezentuje się okazale.

Gdansk T2 - 03

Gdansk T2 - 04

Wewnątrz zaś... O takiej przestronności można było tylko pomarzyć.

Gdansk T2 - 05

Hala taka, że wewnątrz możnaby spokojnie grać w piłkę. Okienek do odprawy mnóstwo. Szerokie wejście do kilku stanowisk kontroli bezpieczeństwa. Wreszcie dworzec godny trójmiejskiej aglomeracji.

Gdansk T2 - 06

Tak pięknie i słodko, ze aż nieprawdopodobnie. Oczywiście nie może tak być. Od czego wszak jesteśmy Polakami? Niech więc nie zwiodą Cię drogi czytelniku numery okienek odprawy biletowo-bagażowej znacznie przekraczające 30. Kiedy rano dotarłem na lotnisko czynne były tylko dwa: jedno dla klasy biznes i jedno dla ekonomicznej. Długa kolejka ciągnęła się przez całą halę aż do wyjścia na ulicę. Cała nie chciała mi się zmieścić w jednym kadrze.

Gdansk T2 - 01

Gdansk T2 - 02

No cóż, nie wystraczy zbudować najpiękniejszy nawet budynek. Trzeba jeszcze mieć trochę wyobraźni i wiedzy jak go eksploatować. Od razu przyszedł mi do głowy syndrom drzwi. W naszym kraju tak się bowiem składa, że najprzestronniejsze pobudowane z wielką ilością drzwi budynki, mają te drzwi otwarte tylko przez jakiś czas. Potem personel wpada na pomysł by zamykać kolejne i kolejne aż w końcu zostają czynne tylko jedne, przy których kłębi się dziki tłum. Okazuje się, że tymi jednymi ludzie i tak jakoś wlezą, a o ile mniej roboty z pilnowaniem pozostałych.

Ci pasażerowie, którzy stali w przeraźliwie długim ogonku też pewnie w końcu jakoś polecieli, a jeśli jakimś nielicznym się nie udało, to mogą mieć pretensje do siebie, że przyjechali zbyt późno. A że ponad trzydzieści pozostałych okienek było pustych? To terminal z wizją, na lata. Tamte zapewne otowrzy się dopiero jak te kilka czynnych już totalnie się zakorkuje.

Kontrola bezpieczeństwa. Aż miło popatrzeć na kilka stanowisk. I w odróżnieniu od odprawy biletowej wszystkie czynne! Ale co to? Jakiś zator? Bramka gotowa lecz kuwety z rzeczami kontrolowanych pod?óznych stoją w korku do skanera. To ci, którzy przeszli kontrolę blokują ruch. Dlaczego? Sam się przekonałem gdy przeszedłem przez bramkę. Trzeba nie mieć zupełnie wyobraźni, by zbudować nowoczesny ciąg stanowisk i mając miejsce nie zbudować długiej lady, przy której ludzie mogliby się doprowadzić do porządku. Kuweta z rzeczami wyjeżdża ze skanera i... albo ją weźmiesz i postawisz na... podłodze, albo zakładając na siebie lub pakując ponownie wyłożone wcześniej rzeczy przy króciutkiej ladzie za skanerem blokujesz wyjazd pozostałych. Czy naprawdę projektant nigdy nie leciał samolotem i nie wiedział, że jeśli komuś każe się ściągnąć buty, pasek, zegarek, wyłożyć do kuwety laptop, kosmetyki, telefony komórkowe, to potem ten ktoś będzie potrzebować trochę czasu by to wszystko z powrotem ubrać i zapkować? Ktoś wpadł na pomysł i podostawiał krzesła na końcu owych lad, więc niemal każdy łapie kuwetę z rzeczami i biegnie do krzesła. Tym samym jednak okupuje je przez następne dwie-trzy minuty. W tym czasie pozostali albo blokują ruch albo rozkladają się z rzeczami na podłodze. Co za bubel!

Gdansk T2 - 07

Poszedłem na górę gdzie rownież było przestronnie, a ilość bramek w porównaniu z ofertą satrego terminala powalająca na kolana. W business lounge też przestronnie. W toalecie umywalki Villeroy & Boch, chociaż niezbyt fortunnie moim zdaniem zrezygnowano z papierowych ręczników na rzecz elektrycznych suszarek do rąk. Jedyna dostępna i tak akurat była niesprawna, więc albo trzeba mieć własną chusteczkę, albo wytrzeć ręce w ubranie.

Popijałem kawę siedząc przed komputerem i patrzyłem na stojących cierpliwie w kolejce na dole ludzi.

Gdansk T2 - 08

Terminal piękny. Niedoróbki, zwłaszcza te organizacyjne warto by jednak usunąć, bu uniknąć wstydu. Już w samolocie przeczytałem w magazynie Lufthansy, że nowe lotnisko berlińskie, które ma zostać otwarte na początku czerwca od jakiegoś czasu testuje dziesięć tysięcy wolontariuszy odgrywających role pasażerów. Wszystko po to, by uniknąć niespodzianek kiedy już prawdziwi pasażerowie pojawią się na nowym dworcu. Szkoda, że w Gdańsku nikt nie stwierdził: racjonalnie czy też empirycznie, że warto by otworzyć więcej okienek odpraw albo dać podróżnemu jakieś miejsce do uporządkowania swoich rzeczy po kontroli. 

Goeteborg; 11.04.2012; 01:30 LT

poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Daleka przyszłość. Totalitarne państwo Panem podzielone na dwanaście dystryktów co roku organizuje krwawe igrzyska. Każdy z dystryktów jest zobowiązany do wysłania nań dwoje trybutów: chłopaka i dziewczynę w wieku 12-18 lat. W tym wielkim reality show zwycięży tylko jedna osoba – ta, która przeżyje krwawą walkę wszystkich ze wszystkimi.


W Dystrykcie Dwunastym pierwszy raz w historii igrzysk trybut zgłasza się na ochotnika. To szesnastoletnia Katniss Everdeen. Poświęca się, aby ratować swoją dwunastoletnią siostrę, która została wylosowana.


Trybuci jadą do Kapitolu, jak sama nazwa wskazuje stolicy imperium. To zupełnie odmienny świat, olśniewający przepychem przybyszów z zubożałej prowincji, którzy mają odegrać rolę gladiatorów.

A potem...

Potem zaczynają się szkolenia oraz przygotowanie do walki. Trybuci przedstawiani są telewidzom i mają zaskarbić sobie ich sympatię, ponieważ od tego może zależeć ich los podczas walki.


Dalej już nic nie napiszę, ponieważ zdradziłbym treść i pozbawił widzów przyjemności ogladania.

Przyjemności? Hm... jak na trwający dwie i pół godziny film nie było ich zbyt wiele. Oczywiście to dobre rzemiosło i trudno odmówić filmowi widowiskowości. Jednak idąc do kina oczekuję czegoś więcej. Tymczasem czułem się tak, jakbym oglądął zapis gry komputerowej. Zwykła gra polegajaca na załatwieniu przeciwników. Liczy się spryt. To może byłoby i wciągające gdyby dysponowało się joystickiem i brało udział w wirtualnej rozgrywce. Trudno jednak fascynować się samą walką dla walki przez ponad sto minut.


Tym bardziej, że przesłanie jakie niesie ten film jest delikatnie mowiąc żadne. Idea owych igrzysk wydaje się mocno naciągana, no ale powiedzmy, że w państwie totalitarnym wszystko zdarzyć się może. Czekałem jednak na jakiś przełom w akcji, jakiś zwrot z wspomnianym głębszym przesłaniem. Nic. Trybuci walczą, zabijają się, budząc litość i żal kinowej widowni oraz co najwyżej sportowe emocje zblazowanych widzów Kapitolu porównywalne z pasjonowaniem się zwykłymi teleturniejami. Kończy się walka i kończy się film. Game over.

Przykro, bo reklamowe spoty dawały przedsmak czegoś oryginalnego. Cóż, kolejna lekcja, że z reklamami zazwyczaj trzeba być ostrożnym. Nie polecam. W grę komputerową lepiej zagrać samemu.

Gdańsk; 09.04.2012; 22:00 LT

 
1 , 2