Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009

Codziennie rano wyruszamy z hotelu na rowewrach w kierunku głównej bramy stoczni. Ze wszystkich stron zjeżdżają się zdążaający na tę samą godzinę. Ponieważ Chińczycy w ogóle nie przejmują się przepisami ruchu drogowego, na dużym placu przed bramą w ogromnej kakofonii klaksonów trwa przepychanka cięzarówek, samochodów osobowych, skuterów, rowerów i pieszych. Za bramą, cały ten potok, już uporządkowany, przemieszcza się wzdłuż głównej, stoczniowej ulicy w kierunku poszczególnych warsztatów oraz nabrzeży.

Dziarsko pedałujemy przy dźwiekach jakichś radosnych komentarzy nadawanych przez magafony, okraszanych marszową muzyką. Przypomina to jako żywo nasze lata pięćdziesiąte. Coraz mniej komunizmu w komunistycznych Chinach, lecz w tej dziedzinie trzyma sie krzepko.

Rowery zostawiamy na specjalnych parkingach usytuowanych w poblizu każdego z miejsc pracy.

Wczoraj wieczorem mój kolega wracał jednak do stoczniowego hotelu na piechotę. Po trzech tygodniach od zakupu rower został ukradziony. Nie pomogło zapinanie na łańcuchy. Wyróżniał się swoją świeżością i lakierem wśród straszliwego złomu pomazanego olejną farbą, jakim porusza się po stoczni większość pracowników. Taki nie mógł się długo uchować. Kradzież była niemal pewna i zastanawialiśmy się jedynie czy szczęśliwym zbiegiem okoliczności uda nam się dotrwać z naszymi bicyklami do końca statkowego remontu.. Bo gdzie jak gdzie, ale w stoczni szczególnie łatwo o narzędzia do pokonania tego typu zabezpieczeń.

Jiangyin, 28.04.2009; 06:30 LT

sobota, 25 kwietnia 2009

Rzeki niosą ze sobą ogromne ilości mułu. W Polsce mamy niepowtarzalną możliwość oglądania w miarę czystej wody, podczas gdy wiekszość znanych rzek ma kolor i przejrzystość rozcieńczonego błota.

Odbija się to na czystości zbiorników balastowych, ponieważ zawrty muł po jakimś czasie osiada na dnie. Z czasem robi się go tyle, że potrafi uniemożliwić inspekcję dna. Tak było tym razem. Wejście do dna podwójnego było możliwe tylko w wysokich kaloszach, lecz i tak nie miało to sensu, ponieważ wszystkie wzmocnienia dna były przykryte grubą warstwą gliniastej mazi. Żeby przeproiwadzic inspekcję należało najpierw wyczyścić zbiorniki.

Otwarto włazy, wycięto kilka otworów do ławtwiejszego transportu urobku z zakamarków na zewnątrz i dziesiątki chińskich robotników wkroczyły do akcji.

W ciagu kilku dni szufelkami i wiaderkami usnęli ponad sto pięćdziesiąt metrów sześciennych mułu. Uwijali się jak mrówki. Zmęczeni przerwy spędzali tuż przy wejściu do zbiornika, by nie tracić energii na dłuższe spacery.

Zrobili to, co wydawało mi się niemożliwe w tak krótkim czasie takimi srodkami. Do dna podwójnego dało się wejść suchą stopą i dokładnie zweryfikować stan jego konstrukcji.

 

Jiangyin, 25.04.2009; 07:30 LT

 

czwartek, 23 kwietnia 2009

Jednym z głównych celów naszego stoczniowego remontu jest wymiana suwnic, ponieważ dotychczasowe były zbyt wolne jak na nasze potrzeby.

Żeby zamontowac nowe, trzeba najpierw zdjąć stałe. Ich ciężar, ponad 225 ton każda przekraczał możliwości lokalnego dźwigu pływajacego. Trzeba było je więc ciąć i zdejmować po kawałku.

Najpierw dźwig podniósł sam żuraw.

Potem przyszła pora na wózek z obrotnicą, a nastepnie na pomost łączący obie nogi portala.

Kiedy uporano się z suwnicą numer dwa, przyszła pora na widoczną w tle „jedynkę”. Przy okazji dźwig zdjął i załadował na barkę pokrywy ładwowni. Dziesięć sztuk. Każda z nich ważyła 115 ton. Na lądzie miały przejść generalny remont.

Tymczasem korzystając z tego, że na pokładzie zrobiło się pusto, można było bez większych problemów.przeprowadzić  piaskowanie ładowni.

 

Jiangyin, 23.04.2009; 23:40 LT

 

Stocznia zabiera mi wiecej czasu niż przewidywałem. Od rana do wieczora statek, a potem jeszcze biurokracja. Gdy wreszcie ma się czas dla siebie, północ juz niedaleko i głowa opada przed komputerem albo przed gazetą. Gorąca kapiel w wannie też jest okazją do krótkiej, kontrolowanej drzemki. Gdy na sen zostaje cztery godziny (a bywa, że mniej), musi tak być. W takich warunkach nie da się na blogu napisać niczego rozsądnego. Ba! W ogóle nie da się nic robić! Doszedłem do takiego momentu, że ślęcząc nad raportem z poprzedniego dnia przez kilkanaście minut nie byłem w stanie skończyc zdania, bo ciagle zasypiałem przed postawieniem kropki. Kiedy wreszcie sie udało i po krótkiej przerwie na rozbudzenie przeczytałem je, okazało się, że było kompletnie pozbawione sensu. Sałata słowna. Wtedy poddałem się i poszedłem spać. Następnego dnia zaraz po zakończeniu roboty na statku, o dwudziestej pierwszej, położyłem się i nastawiłem budzik na czwartą trzydzieści. Siedem i pół godziny snu stanowiło prawdziwy szok dla organizmu. Wstałem jak młody bóg i nadrobiłem biurokratyczne zaległości.

Na pewno jednak nie wykroję aż tyle czasu by kontynuować bloga w dotychczasowej formie. Czekając na taką możliwość tylko powiększam dziurę w notatkach. Przez ten okres, dopóki nie zakończy sie mój udział w remoncie statku obecnego i następnego, który przybędzie tu lada dzień, będę musiał wzorem Juliusza Cezara ćwiczyć lapidarność wypowiedzi. Ograniczać je do niezbędnego minimum przy zachowaniu ciągłości.

 

Jiangyin, 23.04.2009; 13:40 LT

piątek, 17 kwietnia 2009

Przyjeżdżasz jeszcze czasem
- bilet masz zniżkowy -
i siadasz w końcu stołu
do naszej zwykłej rozmowy

herbatę - jak dawniej - słodzisz
i pijesz raczej słabszą
próbujesz coś powiedzieć
lecz nie wiesz jak zacząć

papierosa znowu zapalam
ty gasisz go smutnym wzrokiem
dla ciebie zawsze będę
małym niemądrym chłopcem

a tu już wnuki - moje dzieci
proszą by opowiadać o tobie
niebo z tobą ściągam im na ziemię
lecz i tak nie wszystko opowiem

przyjeżdżaj więc jeszcze czasem
niech będzie Bóg wyrozumiały
przecież nie możesz tak na zawsze
samych nas tutaj zostawić

a pod wieczór niech białe gołębie
przyfruną z drabiną strażacką
i niech prowadzą cię za ręce
nad Kraków i wieżę Mariacką

("Białe Gołębie" - Adam Ziemianin)

Mojej Mamie w trzecią rocznicę śmierci.

Aż nie chce się wierzyć, że już tak długo nie ma Jej wśród nas. Jeszcze tak niedawno wyglądała mnie w oknie w piątkowe wieczory, gdy przyjeżdżałem z Gdyni na weekendy... Jeszcze w telewizji nadawane są te same programy, które podczas owych weekendów wspólnie oglądaliśmy...

Czasem też jeszcze złapię się na tym, że chciałbym Jej to i owo opowiedzieć... Coraz rzadziej jednak, bo tamten okres oddala się na osi czasu badzo szybko. Życie toczy się dalej. Zostaje pamięć i nadzieja na fliżankę herbaty i sernik podczas wieczoru pełnego  opowieści gdy czas przestanie już mieć znaczenie.

Jiangyin, 18.04.2009; 04:00 LT

 
1 , 2 , 3