Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
wtorek, 31 grudnia 2013

Kolejne dwanaście miesięcy za nami. Upływający czas skłania do podsumowań, ale w tym roku polecę Grechutą, że „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”. Życzę więc Wam i sobie, aby te nowe dni rozpoczynającego się właśnie roku okazały się rzeczywiście najważniejsze. Niech przyniosą pomyślną realizację planów, a marzenia przekują w rzeczywistość. Niech dadzą odwagę do działania i mierzenia sił na zamiary, bo jak radził Napoleon Hill: „nie czekaj – pora nigdy nie będzie idealna”.

Szczęścia i radości na Nowy Rok!



Gdańsk; 31.12.2013; 21:55 LT

niedziela, 29 grudnia 2013

Stąd spławiano zboże do Gdańska i dalej do innych krajów. Handel zbożem okazał się żyłą złota. Kazimierz Dolny rozwijał się dynamicznie i obrastał w bogactwo. Aż do najazdu nieprzyjaciela z północy. Po szwedzkim potopie zniszczone i ograbione miasto nie podniosło się z upadku. Na straty spowodowane wojną nałozył się spadek popytu na polskie zboże. Spławiano więc do Gdańska inne produkty, lecz nie przynosiło to już tak spektakularnych zysków jak w przeszłości. Przyszłe rozbiory dopełniły dzieła upadku. Miasto zostało odcięte od bałtyckich portów. Na dodatek wystarczył jeden wybryk kapryśnej rzeki, by spichlerze, które stały przy nabrzeżach podobnie jak słynny gdański żuraw, nagle po ustąpieniu którejś powodzi znalazły się zdala od niej.



Cały wpis:  http://mojaszuflada.blog.pl/2013/12/29/weekend-na-lubelszczyznie-4-kazimierz-dolny/

czwartek, 26 grudnia 2013

Święta jak zwykle w drodze. Nieco ponad dwadzieścia cztery godziny minęły od Wigilii, a już zdążyliśmy obrócić do Szczecina i z powrotem.

To już taka nasza tradycja, że jeśli przyjeżdżamy na święta do Szczecina, wyruszamy z Trójmiasta tuż po zamknięciu biura. Gdzieś za Słupskiem zapadają ciemności i pojawia się pierwsza gwiazda. Potem uspokajają się radiowe audycje i rozpoczyna się koncert kolęd. Ruch na szosach słabnie, coraz mniej aut spotykamy. Prawie nikogo na ulicach, jedynie swiatła w mijanych domach świadczą o tym, że ten spokój jest tylko pozorny, że nikt nie śpi. Na mijanym obok drogi cmentarzu tyle płomyków świec, że więcej widuje się co najwyzej pierwszego listopada. Z głośników płynie delikatny głos Beaty Rybotyckiej śpiewającej wzruszającą „Kolędę dla nieobecnych”. W taki wieczór jak ten niemal czuje się ich obecność.

I wtedy prowadzący audycję redaktor, przeczytał wiersz napisany przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego sześćdziesiąt szęść lat temu. Kiedy na zakończenie, za sprawą realizatora niemal płynnie przeszedł on w nagranie „Lulajże Jezuniu”, nie byłem w stanie się odezwać. Wysłuchaliśmy do ostatniej nuty w milczeniu, w ciemnościach rozświetlanych tylko przez ułamki sekundy reflektorami mijanych samochodów.

Myślę, że do złożonych Wam wczoraj życzeń powinienem dopisać to postcriptum:  Byście z każdej wędrówki mogli powrócić przynajmniej w okolicę ulicy zdradzonego dzieciństwa. I byście smakowali każdą chwilę dzisiejszego Bożego Narodzenia, które po wielu latach powróci jedynie w strofach wiersza, nutą kolędy, dreszczem na plecach i ściśniętym gardłem. Najpiękniejszych świąt Wam życzę.

 

Konstanty Ildefons Gałczyński – Powrót:

 

A podobno jest gdzieś ulica

(lecz jak tam dojść? którędy?)

ulica zdradzonego dzieciństwa,

ulica Wielkiej Kolędy.

Na ulicy tej taki znajomy,

w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,

stoi dom jak inne domy,

dom, w którymżeś się urodził.

Ten sam stróż stoi przy bramie.

Przed bramą ten sam kamień.

Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?”

„Wędrowałem przez głupi świat.”

Więc na górę szybko po schodach.

Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.

Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.

I dziadkowie. Wszyscy ci sami.

I brat, co miał okarynę.

Potem umarł na szkarlatynę.

Właśnie ojciec kiwa na matkę,

że już wzeszła Gwiazdka na niebie,

że czas się dzielić opłatkiem,

więc wszyscy podchodzą do siebie

i serca drżą uroczyście,

jak na drzewie przy liściach liście.

Jest cicho. Choinka płonie.

Na szczycie cherubin fruwa.

Na oknach pelargonie

blask swieczek złotem zasnuwa,

a z kąta, z ust brata płynnie

kolęda na okarynie:

LULAJŻE, JEZUNIU

MOJA PEREŁKO,

LULAJŻE, JEZUNIU,

ME PIEŚCIDEŁKO.

 

1947

Gdańsk, 25.12.2013; 23:50 LT

wtorek, 24 grudnia 2013

Edward Stachura napisał, że „wędrówką jedną życie jest człowieka”...

Z okazji nadchodzących świąt, życze Wam byście zawsze, na każdym etapie swojej życiowej podróży czuli opiekę Najwyższego. By nie przerażał Was bezkres przestrzeni i dal horyzontu, bo jak Trzej Królowie zawsze odnajdywać będziecie właściwą drogę prowadzeni Dobrą Gwiazdą. Niech osiągnięty cel wynagradza Wam podjęty trud wędrówki, jak wynagrodził kierowanym jedynie wiarą Marii i Józefowi oraz ufnym w przepowiednię mędrcom ze wschodu.

W tę cichą i świętą noc niech miłość, nadzieja i wiara zawita do Waszych domów. Spójrzcie, gwiazda za Waszym oknem już świeci, buty wygodne i mocne.

Gdańsk, 24.12.2013; 00:30 LT

sobota, 21 grudnia 2013

Nasz przewodnik stanął przed ogromnym wyzwaniem, jak ludziom z rozmaitych stron świata, którzy wpadli do Budapesztu „na chwilę”, streścić ponad tysiąc lat historii tego państwa. O ile mówimy o historii Polski, ze była skomplikowana, to historia Węgier była skomplikowana po wielokroć bardziej, bowiem tu przenikały się interesy mocarstw tego kontynentu. Były więc Węgry i europejską potęgą zajmując tereny od Adriatyku po Morze Czarne, a także daleko na północ. Traciły niepodległość by ponownie stać się współgospodarzem monarchii Austro-Węgier, a potem znów utracić wiekszoć terytorium oraz ludności.



Cały wpis: http://mojaszuflada.blog.pl/2013/12/21/za-dwie-i-pol-stowy-do-azerbejdzanu-2-zwiedzamy-budapeszt/

 
1 , 2