Archiwum
Właściwie to powinno być: MOJA WALIZKA...
Kategorie: Wszystkie | Dzień po dniu | Listy od... | Obejrzałem | REKLAMA | Z lamusa
RSS
czwartek, 28 stycznia 2010

Autobusem pojechaliśmy dookoła zatoki na Półwysep Bygdøy, gdzie mieści się większość najważniejszych muzeów. Zaczęliśmy od związanego z polarnymi wyprawami muzeum statku „Fram”. Ten zbudowany w XIX wieku, wielce zasłużony dla badań arktycznych i antarktycznych statek został wyciagnięty na ląd, a potem obudowany dookoła konstrukcją muzeum.

Oslo 51 blog

Jest oczywiście udostępniony do zwiedzania, a na galeriach dookoła niego umieszczone są eksponaty związane z odbywanymi podróżami.

Oslo 47 blog

Pomysłodawcą budowy drewnianego okrętu, który mógłby stawić czoła polom lodowym był Fridtjof Nansen, jego późniejszy dowódca. To on wymyślił specyficzny kształt kadłuba, który powodował, że napierające lody zamiast go zgnieść, jak zazwyczaj bywało, wypychały statek na powierzchnię.

Nansen odbył na nim długą podróż po arktycznych rejonach Rosji. Po nim uzywali go nastepni, w tym Roald Amundsen w swojej wyprawie na Antarktydę, podczas której zdobył biegun południowy. Sam Nansen po latach podróży rozpoczął działalność społeczną na pograniczu polityki. Jedną z jego najbardziej znanych i dramatycznych akcji były apele o pomoc dla ludności powstałego niedawno ZSRR. Po rewolucji i przejęciu władzy przez bolszewików trwająca wojna domowa w połączeniu z nonsensowną polityką komunistów nakazująca chłopom oddawanie t.zw. deputatów przekraczajacych ich mozliwości.doprowadziła do kompletnego załamania produkcji rolnej. Do tego nałożyła się blokada ekonomiczna Zachodu izolująca ten kraj. Wywołało to pierwszą falę głodu w tym kraju, kosztującą życie kilku milionów ludzi (następna, t.zw. Wielki Głód na Ukrainie była sprowokowana przez Stalina w latach trzydziestych XX wieku).

Nansen, wysłany do ZSRR przez Ligę Narodów potwierdzał ekonomiczną katasrofę dokumentując swoje raporty licznymi zdjęciami.

Oslo 32 blog

  

Oslo 34 blog

Pokazywały one nawet chaty,  których kryte słomą lub trawą strzzechy zostały częściowo zjedzone przez oszalałych z głodu ludzi.

Oslo 31 blog

Nansen apelował do społeczności międzynarodowej o natychmiastową pomoc. Świat niechętnie odpowiadał na te wezwania, obawiając się umocnienia komunistów zamierzających wspierać „wyzwalanie” ludu pracującego kolejnych krajów. Kres głodowi przyniosło dopiero ogłoszenie przez Lenina t.zw. Nowej Ekonomicznej Polityki (NEP), która częsciowo znosiła komunistyczne rygory przywracając kontrolowaną gospodarkę rynkową. Oczywiście po ustabilizownaiu sytuacji rozpoczęto przykręcanie śruby i ponowny odwrót od rynku, lecz już w bardziej cywilizowany sposób.

Nansen zaangażował się również w pomoc aresztowanym więźniom politycznym w ZSRR i nie tylko. Próbował umożliwiać im emigrację, lecz napotykało to na przeszkody prawne, gdy żaden z krajów nie chciał przyjąć uchodźców. Wymyslił więs status t.zw. bezpaństwowca, czyli obywatela nie będącego bywatelem żadnego kraju. Wystawiał im t.zw. paszporty nansenowskie, dzięki którym uchodźcy mogli swobodnie podróżować. Dokumenty te uratowały życie wielu ludziom, którzy nie mieli nadziei w dławionych totalitarnymi reżimami ZSRR i Niemczech, a także i w innych, doświadczonych przez historię krajach.

Oslo 35 blog

Za swoje zaangażowanie w pomoc ciemiężonym Nansen otrzymał w 1922 roku pokojową Nagrodę Nobla.

Kiedy minęlismy galerię poświęconą działalności wielkiego Norwega, następne eksponaty przypomniały nam, że jesteśmy w muzeum statku związanego z ekspedycjami polarnymi. Do nich zaliczały się m.in.spreparowane okazy niedźwiedzi polarnych, dzięki którym mogliśmy obejrzeć chociażby potężne pazury wielkiej i silnej łapy tego zwierzęcia.

Oslo 30 blog

Po sąsiedzku z „Framem” egzystuje muzeum „Kon-Tiki” i „Ra” poświęcone ekspedycjom Thora Heyerdahla.

Oslo 52 blog

Niesamowite jak wielu słynnych podróżników wydał ten północny, niezbyt ludny kraj. Ciekawe czy to surowe warunki życia w połączeniu z genami Wikingów kreowały ów szczególny zew?

Heyerdahl był zafascynowany hipotetycznymi transkontynentalnymi podróżami starożytnej ludności. Aby udowodnić, że były możliwe, podejmował wyprawy na statkach konstruowanych według ówczesnyh planów i z używanych wtedy materiałów. Pierwszą była wyprawa tratwą Kon-Tiki z Peru ku wyspom Polinezji.

Oslo 39 blog

Wykorzystując prady morskie oraz wiejące z południowego wschodu passaty dopłynął do Tahiti  potwierdzając możliwość kolonizowania tych wysp przez pierwotną ludność Ameryki, a nie z północnego zachodu z Azji. Heyerdahl przy okazji pragnął pokazać możliwość współpracy ludzi różnych ras, narodów i kultur, dobierając do swojej załogi reprezentantów niemal wszystkich kontynentów. Dziś, w dobie globalizacji nie wydaje się to niczym niezwykłym. Sam doświadczam tego na codzień w swojej pracy. Wtedy jednak, w 1947 roku, po traumie mordowania jednych narodów w imię czystości i dominacji drugich, miało to wymiar symboliczny.

Po latach norweski podróżnik podjął kolejne wyprawy. Najpierw zbudowaną z papirusu łodzią „Ra” próbował dopłynąć z Afryki na Karaiby. Próba zakończyła się porażką. Trzcina nasiąknęła wodą i zatonęła na oceanie. Po korekcji popełnionych błędów przy konstrukcji pierwszej łodzi, następna, „Ra II” bez problemu osiągnęła cel.

Oslo 38 blog

Ostatnimi tego typu podróżami były rejsy po Oceanie Indyjskim trzcinową tratwą „Tygrys”. Nie zmógł jej żywioł, lecz polityka. Na znak protestu przeciwko wojnie izraelsko-arabskiej, łodź została spalona u wejścia na Morze Czerwone, na redzie Dżibutti.

Oslo 48 blog

Wśród muzelanych eksponatów znajdują się również repliki słynnych posągów z Wyspy Wielkanocnej. Widywałem je niejenokrotnie na zdjęciach – zgrupowane na trawiastych stokach gór. Nie przypuszczałem jednak, że są aż tak wielkie. Dopiero teraz nabrałem respektu dla ówczesnych budowniczych, którzy wykonali przetransportowali i ustawili ich całę mnóstow. Jaka idea kierowała tamtymi ludźmi by podjąć tak ogromny wysiłek?

Oslo 50 blog

 

Gdynia, 27.01.2010; 07:45 LT

wtorek, 26 stycznia 2010

Z lotniska do centrum Oslo dojechaliśmy pociągiem. Do jego odjazdu zostały cztery minuty, gdy kupowaliśmy bilety z automatu. Szybki bieg na peron. Udało się! Uff! A kiedy już ochłonęlismy nieco i nasyciwszy oczy widokami za oknem, z nudów zaczęliśmy czytac napisy wewnątrz wagonu, wynikło z nich, że jest to pociąg bez konduktora, więc posiadane bilety należy skasować przed wejściem do pociągu, bo jak nie to...

Zmartwiałem. Kara? Za naszą dobrą wolę i zakup biletów? W tym momencie nic jednak już nie mogliśmy zrobić. Moglismy wysiąść na jakimś małym przystanku by tam skasować bilet i na mrozie czekać godzine na nastepny skład. Nie! Postanowiliśmy zaryzykować.

Nie skontrolowano nas, więc ze spokojem opusciliśmy pociąg na peronie stołecznego dworca. Tutaj znów było zimniej niż w Tromsø, a i śniegu jakby więcej, chociaż odgarnięty. Do naszego hotelu poszliśmy na piechotę, bo był odległy o jakieś dziesięć minut marszu, ale znów ten śnieg przeszkadzał w ciagnięciu walizek.

„Bristol”, bo tak się ów hotel nazywał, przywitał nas klimatem z początku dwudziestego wieku. Wystrój miał piękny, lecz na minus zapisać trzeba, że nawet podstawowe kanały telewizyjne podlegały opłacie. Krótkow mówiąc – niby pokój z telewizorem, ale za możliwość korzystania z niego należy uiścić opłatę i to wcale nie małą. Do tej pory spotykałem się z opłatą za wybrane kanały, albo za filmy na życzenie.

Późnym popołudniem, a właściwie już prawie wieczorem wyszliśmy na spacer po okolicy. Ta okolica to między innymi królewski pałac.

Oslo 23 blog

Chyba nikogo tam nie było, bo ciemność panowała we wszystkich oknach. Może król przebywa w innej rezydencji? Dziwiło mnie bowiem, że można podejść pod same drzwi pałacu, których pilnuje jeden wartownik.

Oslo 22 blog

Współczułem mu tego stania w bezruchu na mrozie.

Pałac położony jest na wzgórzu, z którego rozpościera się piękny widok na centrum stolicy, oświetlonej dodatkowo bożonarodzeniowymi dekoracjami.

Oslo 21 blog

Najwięcej tych dekoracji było oczywiście na głównym, handlowym deptaku, opustoszałym w noworoczny wieczór.

Oslo 25 blog

Podczas tej przechadzki w pewnym momencie przytrafił mi się fatalny lapsus. Chwilowe zaćmienie, sam nie wiem skąd i do Anioła zwróciłem się imieniem Eks. Zaraz się poprawiłem, zaraz przeprosiłem, ale słowo padło. Co dla faceta wydawaćby się mogło niewiele znaczącą pomyłką, dla kobiety jest potwornością. Ta chwila zaważyła na całym naszym pobycie w tym mieście. Była analizowana pod względem rozmaitych mozliwości: że moje mysli krążyły przy tamtej osobie, albo że z jakiegoś powodu uczyniłem to specjalnie, a jeśli specjalnie to dlaczego... Najmniej prawdopodobna wydawała się prawda, czyli jakieś chwilowe zaćmienie umysłu. Sam sobie nie potrafię tego wyjaśnić. To jednak nie jest okoliczność łagodząca. Z zaćmienia też nalezy się wytłumaczyć, bo dlaczego akurat takie? Brrr! To było straszne. Straszne na jak zupełnie różnych falach pracują mózgi obu płci. Zwiedzaliśmy potem miasto, lecz ciągle w tle jak zadra tkwiło to zdarzenie, niczym jakiś koszmarny dowód zdrady.

Poranek następnego dnia mieliśmy rozpocząć od krótkiego rejsu statkiem na półwysep, gdzie rozlokowała się wiekszość muzeów. Okazało się jednak, że tramwaj wodny zimą nie kursuje, a korzystanie z usług innego przewoźnika nie miało sensu ponieważ wykupiliśmy kartę, t.zw. Oslo Pass, która zapewniała nam darmowy wstęp do muzeów i darmową komunikację miejską (koszt tej karty ta szybko nam się zwrócił, a przy okazji oszczędził stania w kolejkach do kas). Pojechaliśmy więc na półwysep autobusem, lecz zanim to się stało odwiedziliśmy Nobel Peace Center, czyli miejsce gdzie wręczane są Pokojowe Nagrody Nobla.

Oslo 26 blog

Oczywiscie centralne miejsce zajmuje tam obecnie ekspozycja poświęcona Barrackowi Obamie, bardzo kontrowersyjnemu laureatowi tej nagrody A.D. 2009. Nie mam nic przeciwko temu prezydentowi USA, ale z całym szacunkiem, nie uważam by jego zasługi dla pokoju w ciągu zaledwie kilku miesięcy prezydentury, były tak spektakularne, by zasługiwały na uhonorowanie tą prestiżową nagrodą. Bo jeśli Nobel należy się Obamie, to co z całą resztą charyzmatycznych polityków, przywódców ruchów społecznych, organizacji charytatywnych, dysydentów?

Oslo 24 blog

Źle się stało, bo najwyraźniej polityczne układy zaważyły na wyborze laureata. Jeżeli okaże się to trwałym trendem, to bedzie to prosta droga do zdeprecjonowania tej nagrody. Sam prezydent Obama wydawał się chyba być zażenowany niezwykłym uznaniem, komentując je jako „call to action” – wezwanie do działania wszystkich narodów... Krótko mówiąc nagrodę potraktował jako coś w rodzaju kredytu, zachęty do dalszego, wspólnego działania.

Znaczna częśc wystawy poświęcona była walce z segregacją rasową w USA. To niesamowite, że jeszcze w drugiej połowie XX wieku aresztowano tam czarną kobietę za nieustąpienie w autobusie miejsca białemu. Podkreślam, działo się to dużo później niż znana z naszego podwórka okupacyjna rzeczywistość z napisami w tramwajach „nur für Deutsche”. Czy w tamtej rzeczywistości przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, bezkarności Ku-Klux-Klanu, zamachu na Martina Luthera Kinga, ktoś mógł sobie wyobrazić czarnoskórego prezydenta? Dopiero teraz widać jak wiele zmieniło się pod tym względem w USA przez ostatnie czterdzieści – pięćdziesiąt lat.

Ja oczywiście szukałem w Nobel Center polskich akcentów, czyli informacji o Lechu Wałęsie. Oczywiście były.

 W muzealnym sklepiku można lupić pocztówki z portretami laureatów nagrody.

Oslo 27 blog

Specjalna ekspozycja, coś w rodzaju ogrodu pamięci, powadzi w półmroku wśród diodowych pnączy, na łodygach których trochę niczym kwiaty wyłaniają się ekrany LCD z informacjami o dotychczasowych laureatach. Oczywiście tam również odnaleźliśmy Lecha Wałęsę.

Oslo 28 blog

Oslo 29 blog

Na zakończenie dołożyliśmy z Aniołem swój listek do Drzewa Życzeń. Organizatorzy zapewnili czyste listki, kredki oraz gałęzie sztucznego drzewa. Dołożyliśmy swój do tysięcy już wiszących.

Oslo 37 blog

Gdynia, 26.01.2010; 07:45 LT

niedziela, 24 stycznia 2010

Osiemnaście lat temu nie było jeszcze telefonów komórkowych. Telefon stacjonarny nadal był luksusem, chociaż ruszyła już masowa telefonizacja prowadzona przez Telekomunikację Polską. Zaniedbania z czasów komuny trudno było jednak nadgonić z dnia na dzień i chociaż po złożeniu podania nie otrzymywało się już druczków z informacją, że przyłączenie telefonu nie nastąpi przed upływem kilkunastu lat, to jednak rok albo dwa wciąż było normą. Tylko szczęśliwcy, zwłaszcza na nowych osiedlach mogli liczyć na znacznie krótszy, kilkumiesięczny, a czasem nawet kilkutygodniowy termin.

Późnym wieczorem wróciłem z cotygodniowej gry w piłkę, a moja małżonka poinformowała mnie, że chyba się zaczęło… Pobiegłem do automatu ulicznego by zadzwonić po taksówkę. Jeden nie działał, następny też. Udało się przy trzecim. Dobrze, że mieszkaliśmy w centrum, gdzie automaty nie były odległe od siebie.

Zadzwoniłem też do rodziców z prośbą o przypilnowanie naszej małej córeczki, gdy my pojedziemy do szpitala.

W szpitalu nas rozdzielili. Trochę czekałem na izbie przyjęć, ale kazali mi jechać do domu i dowiedzieć się rano. Wróciłem więc opiekować się córką i „zwolnić” do domu rodziców. Rano tato miał przyjść by znów przypilnować córeczki gdy ja pójdę do automatu dzwonić do szpitala. Oni mieli telefon w domu, więc tato postanowił zadzwonić i od razu przynieść mi wiadomość. Zadzwonił, dowiedział się, że Eks urodziła i z wrażenia nie zapytał ani o stan zdrowia mamy i maleństwa, ani nawet czy to chłopiec czy dziewczynka. Dopiero gdy ochłonął, zadzwonił jeszcze raz, a zaraz potem przyniósł mi nowiny.

Ja również nie grzeszyłem jasnością myślenia. Kiedy wkrótce jechałem odebrać oboje ze szpitala, zabrałem z domu całe ubranie żony, ale… zapomniałem o butach. Nie chciała już czekać i do taksówki wyszła w kapciach. Wcześniej wziąłem na ręce otulonego w kołderki i kocyki synka.

- Tylko go nie upuść – powiedziała z niepokojem Eks.

- Daj spokój! Nie ma takiej możliwości – odrzekłem pewny siebie

- Jak go upuścisz, to cię zabiję – upewniła mnie stanowczo.

Rozumiałem ten strach, bo podobny odczuwałem, gdy po raz pierwszy zostawiałem córeczkę pod opieką dziadków. Długo tłumaczyłem co i jak mają robić, oraz na co uważać, aż w końcu moja mama przerwała mi.

- Myślisz, że nie potrafimy zająć się dziećmi? A kto ciebie wychował?

Zażenowany przestałem udzielać wskazówek, co nie znaczy, że po wyjściu poczułem się spokojniejszy. A że kobiety mają prawo nie ufać facetom przekonałem się jakiś czas potem czytając notke w gazecie o wypadku jaki przytrafił się pewnego upalnego lata. Pewien młody ojciec wiózł swoje dziecko na tylnym siedzeniu. Niemowlak spał, a tato… zapomniał o nim, zamknął samochód i poszedł do biura. Kiedy przypomniał sobie i wybiegł na parking, dziecko już nie żyło. Zabiło je gorąco w rozgrzanym na maksa i szczelnie zamkniętym  samochodzie. Wolę nie myśleć co działo się potem w tamtej rodzinie, a także w głowie nieodpowiedzialnego ojca…

Osiemnaście lat temu…

Dziś był tort, szampan, uroczysty obiad, wspomnienia… Moje dzieci są już dorosłe. Jak szybko to przeleciało. Dopiero co jeździły w wózkach, dopiero co wspólnie zbieraliśmy liście w parku, budowaliśmy zamki z piasku na plaży, dopiero co z przejęciem szły po raz pierwszy do szkoły… Już próbują wyfruwać z gniazda, próbować samodzielnie swoich sił tu czy tam i jeszcze chwila, a pójdą swoją ścieżką na dobre. Oby to dorosłe życie oszczędziło im kuksańców. Oby było pasmem spełnionych marzeń, pełne ciepła, przyjaźni, miłości i oczywiście zawodowego spełnienia…

Moje małe dzieciaczki wyrosły, zmienił się także nasz kraj. Dziś już prawie nikt nie biega w poszukiwaniu ulicznych automatów. Prawie każdy ma w kieszeni lub w torebce telefon komórkowy. Często nie zdajemy sobie sprawy ze skali cywilizacyjnego postępu jaki dokonał się na oczach jednego pokolenia. I tylko PKP robi wszystko, by upływ czasu nie był tak widoczny.

Weszliśmy w Gdyni do podstawionego właśnie pociągu i kilka minut później poinformowano nas o konieczności oczekiwania 70 minut na „skomunikowany” z naszym pociąg relacji Szczecin – Gdynia, o tyle właśnie opóźniony. Wkrótce to opóźnienie zwiększyło się do 90 minut. Zastanawiałem się jaki jest sens tak długiego przetrzymywania na stacji początkowej pociągu skomunikowanego. Przecież to prawdopodobnie działa jak przewrócone kostki domina i powinno skutkować opóźnieniami skomunikowanych pociągów n.p. w Bydgoszczy albo w Poznaniu. Poza tym, jaki byłby sens jazdy ze Szczecina czy nawet Koszalina do Gdyni, by tam przesiąść się na pociąg w kierunku Wrocławia i Jeleniej Góry? Widocznie ma, skoro od grudnia PKP uruchomiła pociąg relacji Gdynia – Katowice jadący przez Białystok, oraz Gdynia – Przemyśl  jadący przez Koszalin i Wrocław.

Na korytarzu wagonu sypialnego, nieopodal drzwi wejściowych leżał śnieg. Zapytany przez zaniepokojonego pasażera konduktor odparł, ze oczywiście będzie podczas podróży sypać węgiel do pieca, ale w przypadku dużych mrozów ciepła nie gwarantuje.  Na poprawę humorów to nie wpłynęło, ale przynajmniej był szczery. We Wrocławiu zapalił ostre światło w przedziale by nas obudzić i zaproponował przejście do innego wagonu, bo nasze ogrzewanie ledwie zipie. Nie chciało się nam wstawać, ubierać, pakować, przenosić w inne miejsce na ostatnie trzy lub cztery godziny jazdy. Poprosiliśmy tylko o dodatkowe kołdry i pod nimi, szczelnie opatuleni, w względnym cieple dojechaliśmy do Jeleniej Góry.

Dzisiejsza noc to kolejna fala mrozów jakie tym razem nawiedzają nasz kraj z Syberii za sprawą wielkiego wyżu o nazwie Teodoryk, który rozbudował się nad europejską częścią Rosji. Temperatura ma spaść nawet do – 23 stopni Cesjusza, a przy gruncie nawet bardziej. Mam nadzieję, że nie wpłynie to na planowaną następnej nocy naszą drogę powrotną.

Jelenia Góra, 24.01.2010; 01:20 LT

czwartek, 21 stycznia 2010

W Jastrzębiej Górze było fajnie, lecz na dobrą sprawę nie opłacało się rozpakowywać walizek. Dwa dni w biurze, a po weekendzie meeting w naszym biurze w Holandii. W międzyczasie zaś w niedzielę wyskoczyłem do na chwilę do Szczecina. Dosłownie na chwilę, bo wyjechałem o wpół do siódmej rano, a wróciłem o dwudziestej drugiej. Jest to jeden z tych przykładów jak bardzo kurczy się świat. Wsiadam do pociągu jak do tramwaju. Dla moich rodziców było to nie do pomyślenia. Dla nich każda taka podróż wymagała kilku dni przygotowań  i wychodzenia na dworzec długo przed przyjazdem pociągu, żeby na pewno zdążyć. Dziś podróż z Gdyni do Szczecina zajmuje pociągiem cztery godziny i dwadzieścia minut, co samochodem jest nie do zrealizowania jeżeli chce się po drodze zatrzymać na kawę i nie jechać jak przy tym szaleniec. Po raz pierwszy zdarzyło mi się też, że PKP podstawiła na tę trasę nowe wagony używane w składach IC. Dzięki temu mogłem podłączyć laptopa do gniazdka i wykorzystać czas podróży w takim samym stopniu, jak uczyniłbym to w domu. Jeżeli do tego dodam, że podróż w obie strony za sprawą t.zw. biletu podróznika kosztowała mnie 65 zł, była to rzeczywiście bardzo duża konkurencja dla jazdy samochodem.

Samochodu używam za to od wylądowania w Amsterdamie. To z kolei jest korzystna alternatywa wobec taksówek czy innych środków transportu door-to-door. Kieruje się fajniej już nie tylko dzięki lepszym drogom, ale i pogodzie. Po śnieżycach i mrozach nie ma sni śladu. Temperatura powietrza dochodzi do +5˚C i tylko cieniutki lód na mniejszych kanałach wskazuje, że mamy srodek stycznia. Tylko, że abstrahując od wszelkich strat pwodowanych długotrwałym mrozem i śniegiem, czy nie przyjemniejsza jest biała zima od tej dżdżystej, szarej i mglistej?

W takich właśnie warunkach podróżowałem we wtorkowy poranek z Schiedam koło Rotterdamu do Vlissingen.

Holland 01 blog

W takiej zimowej mgle na polach pasły się nie tyle krowy, co byłoby normalne w kraju słynącym z wyrabiania serów, co owce. Widać, że była to jakaś specjalna rasa, ponieważ ich wełna była wyjątkowo gruba i długa. Tak obfita, że owieczki potraciły swoje naturalne kształty. Zastanawiałem się, czy to jakaś specjalnie wyhodowana rasa, czy wynik szybkiej ingerencji genetycznej.

Holland 02 blog

Nieopodal Vlissingen odnalazłem halę, w której dzierżawimy powierzchnię magazynową i zająłem się przeglądem oraz inwentaryzacją posiadanych dóbr. Tak mnie to wciągnęło, że ani się obejrzałem jak minęła siedemnasta. Wiedziałem, że Holendrzy nie siedzą w pracy zbyt długo, więc starałem się nie przedłużać swojego pobytu, lecz kiedy wyszedłem z hali i skierowałem się w kierunku biur, gdzie trzymałem swoje rzeczy, pocałowałem klamkę. Ups! Cały teren był ogrodzony wysokim płotem zwieńczonym drutem kolczastym. Samochód pozostał poza ogrodzeniem, a wszystkie rzeczy, które zabrałem ze sobą wewnątrz zamkniętego biura. Szykował mi się nocleg wewnątrz hali?

Żeby dojść do furtki, trzeba było okrążyć biurowy budynek. Ruszyłem biegiem i... zobaczyłęm pana właśnie wklepującego kod na panelu załączającym alarm przeciwwłamaniowy. Krzyknąłem aby dał mi klucz i chwilę poczekał z tym alarmem.

- To ty nie pojechaleś jeszcze do hotelu? – zapytał zdziwiony. – Myślałem, że juz nikogo tu nie ma – uspawiedliwiał się.

Zebrałem swoje rzeczy jak leciało i przeniosłem do samochodu. Przebrałem się już za płotem, przy aucie.

Nie chciało mi się jeszcze wracać do hotelu w Schiedam. Pojechałem w kierunku plaży, by popatrzeć raz jeszcze z lądowej perspektywy na ujście Skaldy do Morza Północnego. Tyle razy tamtędy przepływałem i obserwowałem przez lornetkę spacerujących bulwarem ludzi. Teraz na odwrót. Patrzyłem na zdążające w obydwu kierunkach statki. Woda była zupełnie spokojna, a niebo mimo, że było już dawno po zachodzie słońca, jeszcze zachowało coś przedwieczornej gry barw.

Holland 05 blog

Zmierzch zapadł szybko. Niebo pociemniało i rozpoczął się spektakl w wykonaniu księżyca, wędrującego gdzieś nad koronami drzew.

Holland 03 blog

Towarzyszył mi, gdy dotarłem na kraniec wału, gdzie ustawiona została latarnia wskazująca wejście do miejskiego, niewielkiego portu.

Holland 06 blog

Stałem tam kilkanaście minut kontemplując przepływające w wieczornej ciszy staki oraz złabiutką linię światełek znajdujacych się po drugiej stronie ujścia, już w Belgii. Po mojej stronie,  nieco dalej w górę rzeki wyróżniał się zabytkowy wiatrak, biały jak fruwające wokół mewy (co można było stwierdzić tylko przy latarni, ponieważ w nocy wszystkie mewy, podobnie jak i koty, są czarne. Daleko za nim widać było wiatraki nowowczesne, koło których rozlokował się przestronny port dla wielkich statków, a także hale, których fragment jednej dzierżawiliśmy.

Holland 07 blog

Kiedy już się napatrzyłem, wsiadłem do samochodu i pojechałem do odległego o jakieś trzy kilometry Middleburga. To ciekawie zaplanowane miasto z ogromnym kościołem w centrum oraz kręgami ulic wokół niego poprzecinanymi promieniście rozchodzącymi się przecznicami. Prawdziwa pjęczyna.

W kościele mimo stosunkowo późnej pory (było już po dwudziestej) paliło się światłło, a po opustoszałym placu niosły się przytłumione dźwięki jakiejś kościelnej pieśni. Uchyliłem drzwi.Okazało się, ze to próba miejscowego chóru. Przez chwilę słuchałem, a potem się wycofałem by nie dekoncentrowac śpiewaków. Byłem wszak jedynym widzem i w dodatku niezauwazonym tego nigdzie nie zapowiadanego koncertu.

Potem poszedłem w stronę jednego z kanałów. Stały na nim zacumowane mieszkalne barki W Holandii tradycyjnie w oknach nie ma firanek, więc można było bez przeszkód rzucić okiem jak są urządzone te pomieszczenia. A urządzone były na ogół „z klimatem”. I były przestronne – przynajmniej jak na nasze standardy.Gdzieś dalej, nieopodal innego mostu znalazły schronienie jachty oraz rozmaite łodzie.

Holland 08 blog

Robiło się chłodno i odechciało mi się już trochę dalszych spacerów. Robiłem się też głodny. Nie chciałem już jednak tracić dodatkowo czasu na kolację. Już na autostradzie zatrzymałem się na stacji benzynowej, gdzie kupiłem hot dogi i kawę.

Posiliwszy się, mogłem spokojnie jechać do Schiedam.

Schiedam, 21.01.2010; 00:55 LT

niedziela, 17 stycznia 2010

Kilkadziesiąt minut przed północą opuścilismy nasz pokój i poszliśmy na plac pełniący rolę rynku. Schodził on, łagodnie nachylony, ku nabrzeżu, skad rozciągał się widok na przeciwległy brzeg fiordu. Profil stoku, na który wjeżdżaliśmy poprzedniego dnia kolejką był teraz oświetlony pochodniami, a ponizej tej linii swiecił się wielki napis 2009.

Tromso 19 blog

Ku naszemu zdziwieniu wielkich tłumów na placu nie było, a i samo spotkanie miało charakter bardzo nieoficjalny. Żadnego „miejskiego” sylwestra, oficjalnego składania życzeń. Nic. Zebrało się około stu osób, może trochę więcej, aby odpalić lub obejrzeć fajerwerki. Wszyscy zdyscyplinowani, spokojni, cisi. Zero szaleństwa.

My przyniesliśmy ze sobą szampana, lecz szybko zorientowaliśmy się, że byliśmy jedynymi tak wyekwipowanymi uczestnikami powitania nowego roku. Niektórzy trzymali w garści co najwyżej puszkę piwa. Podejrzewałem, że łamiemy jakieś norweskie prawo, które prawdopodobnie zakazuje spożywania procentowych napojów pod gołym niebem, nie robiąc wyjatków nawet dla takich okazji. Skoro już jednak przyszliśmy ze sprzętem, bez sensu byłoby wracać z tym do hotelu. Liczylismy na pobłażliwość i wielkoduszność policji gdyby co...

Fajerwerki strzelały już długo przed dwunastą, lecz oczywiście prawdziwa ekslozja sztucznych ogni nastąpiła o północy, a główną areną był wspomniany wcześniej stok, na szczycie którego odpalano te najpiekniejsze. Oczywiście znaczony płomieniami numer roku zmienił się na 2010.

Tromso 21 blog

Wystrzelił nasz korek i złozyliśmy sobie życzenia. Norwegowie też je sobie składali, ale również spokojnie i bez jakichś szczególnych emocji. Wszystko odbywało się wyjątkowo cicho jak na nasze standardy. Właściwie jedynym odstepstwem od tej reguły była grupa młodych ludzi, którzy poprosili nas o zrobienie zdjęcia, a potem zapytali skąd jesteśmy. Przy okazji okazało się, że jakiś ich znajomy albo kuzyn (nie pamietam) wyjechał do Gdańska. Świat jest mały.

Pokaz fajerwerków trwał jakieś kilkanaście minut.

Tromso 22 blog

  

Tromso 20 blog

Potem jeszcze były telefony z życzeniami, lecz zanim skończylismy, plac opustoszał. Ludzie popatrzyli i rozeszli się do swoich domów, albo restauracji. Kiedy zwijaliśmy się my, nadjechał policyjny patrol. Nasza pusta butelka i kubeczki leżały już w tym czasie w koszu na śmieci, więc mogliśmy byc spokojni.

My także powinniśmy wracać, ponieważ rano czekał nas lot do Oslo. Trzeba było wczesniej wstać, spakować się, zdać pokój...

Kiedy zadzwonił budzik, raz jeszcze z nadzieją spojrzałem w niebo, ale zorzy polarnej jak nie było, tak nie było. Nie tym razem... Jakby na pocieszenie Księżyc zjechał niziutko i przetoczył się po dachcach rozrzuconych na wzgórzu domów

Tromso 23 blog

Jak zwykle z trudem zdążylismy na połączenie. Po wymeldowaniu z hotelu wyszliśmy na przystanek tuz przed przyjazdem fly-busa, który zawiózł nas na lotnisko. Tam ostatni raz spojrzeliśmy na góry z żabiej perspektywy.

Tromso 24 blog

Samolot wzniósł się w powietrze i przez nastepne kilkanaście minut podziwialismy niesamowite, górskie krajobrazy z wysokości tysięcy metrów. Jeszcze nie zdążyliśmy sie nimi nasycić, gdy nagle zza widnokręgu wyłoniła się pomarańczowa tarcza Słońca. Wracaliśmy zza koła podbiegunowego.

Koszalin (w pociągu), 17.01.2010; 20:10 LT

 
1 , 2 , 3